Społeczeństwo

ABORCJA PO POLSKU, CZYLI PIEKŁO KOBIET

„Czarne protesty” doprowadziły w 2016 roku do wycofania się PiS-u z procedowania projektu ustawy zakładającej wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji w Polsce. Na tym się nie skończyło.

Liliana Kozielska

Minęły cztery lata od „czarnych protestów” i mimo pandemii z mównicy sejmowej znów przemówiła Kaja Godek. Po raz kolejny pod obrady sejmu został wprowadzony obywatelski projekt ustawy delegalizujący aborcję. Szybka reakcja Strajku Kobiet przeszkodziła w procedowaniu projektu, ale nie na długo. Zwolennicy zakazu aborcji mieli inny plan i użyli do jego realizacji tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej.

W dniu 22 października 2020 w Trybunale Konstytucyjnym zapadł wyrok uznający przesłankę embripatologiczną, jako niezgodną z Konstytucją. Ograniczono do dwóch katalog sytuacji, w których kobieta może w Polsce skorzystać z legalnej aborcji. Jedno z bardziej restrykcyjnych praw aborcyjnych w Europie zostało jeszcze bardziej zaostrzone. Kobiety i ich partnerzy zostali pozbawieni możliwości decydowania o sobie, swoim cierpieniu i przyszłości.

Przesłanka embripatologiczna była w Polsce podstawą 98 proc. aborcji, co oznacza, że wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego nie tylko zaostrzono, ale de facto zakazano aborcji. Przed wyrokiem nie było lepiej, bo realizacja prawa do przeprowadzenia legalnego zabiegu była systemowo utrudniana. Lekarze powoływali się na klauzulę sumienia i odsyłali pacjentki od jednej placówki do drugiej. Przeciągana była diagnostyka, co w praktyce oznaczało pozbawienie wielu kobiet możliwości realizacji ich prawa do przeprowadzenia aborcji z powodu ciężkiego uszkodzenia płodu.

Zakaz wykonywania aborcji nie oznacza, że się jej nie wykonuje. Rośnie podziemie aborcyjne, w którym w zależności od zasobności portfela dochodzi do mniej lub bardziej bezpiecznych zabiegów. Często wykonują je ci sami lekarze, którzy odmawiają wykonania legalnego zabiegu oficjalnie. W podziemiu nie ograniczają się tylko do przerywania ciąży ze względu na zaistnienie ustawowych przesłanek. Niestety parają się tym też osoby przypadkowe, a do kosztów zabiegu należy doliczyć powikłania, a niekiedy i śmierć kobiety. Bardziej majętne osoby mogą sobie pozwolić na wyjazd i poddanie się bezpiecznemu, oficjalnemu i legalnemu zabiegowi pod opieką lekarzy za granicą. Jest jeszcze aborcja farmakologiczna i wystarczy zakupić odpowiedni preparat, co nie jest to bardzo trudne. Do tego dochodzą „zabiegi” w domowym zaciszu, będące niemym krzykiem kobiety pozbawionej wsparcia i jakichkolwiek innych możliwości, wykonane według przepisu znalezionego w Internecie. To nie jest margines. Amnesty International podaje, że zabiegiem aborcji kończy się jedna na cztery ciąże. Od pieniędzy zależy, która z kobiet zachowa przy tym zdrowie i człowieczeństwo.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego wyprowadził na ulice setki tysięcy ludzi w miastach, miasteczkach i wsiach. Polskę ogarnął ogólny sprzeciw przeciwko polityce partii rządzącej. Obudzili się najmłodsi obywatele i obywatelki, którzy w nakazie rodzenia zdeformowanych płodów zobaczyli szerszy kontekst próby odgórnego modelowania im życia. Wróciła także dyskusja nad kompromisem aborcyjnym, który z drobnymi zmianami przetrwał od 1993 roku, a dla wielu młodych jest niezrozumiały.

Dlaczego większość kobiet mieszkających w Europie ma prawo do bezpiecznego przerywania ciąży, a Polki nie? Prawa człowieka stoją na straży godności i autonomii jednostki. Dlaczego zatem Polki mają być pozbawione prawa do samostanowienia? Prawo do aborcji jest prawem człowieka. Temat aborcji jest doskonałym papierkiem lakmusowym postrzegania praw kobiet, a tym samym praw człowieka, przez różne strony sceny politycznej. Wśród polityków zaskakująco liczna jest grupa zwolenników zachowania „zgniłego kompromisu”. Temat aborcji jest dla nich nieładny, wstydliwy, budzący kontrowersje, drażniący kościół, nie na teraz i w ogóle nie na miejscu. Zapominają, że posiadanie prawa do wykonania legalnej aborcji nie jest równoznaczne z obowiązkiem korzystania z tego prawa. Strajk Kobiet i osoby popierające protesty (70 proc. społeczeństwa według badania Kantar) rozumieją potrzebę liberalizacji prawa aborcyjnego, bo oczywistym jest, że decyzja musi należeć do kobiety.

W dniu 14 kwietnia 2020 roku do Kancelarii Sejmu wpłynął poselski projekt ustawy KP Lewicy, zakładający realizację pełni praw reprodukcyjnych, w tym prawa do ochrony zdrowia, prawa do nauki i poszanowania prywatności w zakresie rozrodczości. Projekt Lewicy to nie tylko pozostawienie decyzji o aborcji kobiecie, to również wprowadzenie rzetelnej edukacji seksualnej opartej o wiedzę naukową oraz powszechny. Zakłada refundowany dostęp do nowoczesnej antykoncepcji i koniec z wykorzystywaniem klauzuli sumienia. Projekt został przekazany do konsultacji, z których zapewne nie powróci aż do końca obecnej kadencji. Jedyną szansą na to, by projekt ustawy liberalizującej prawo aborcyjne trafił na salę sejmową, jest złożenie go przez obywateli. W dniu 12 listopada 2020 roku ruszyła zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem ustawy liberalizującej prawo aborcyjne w Polsce.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 01/2021