Społeczeństwo

STRAJK KOBIET

Dyskusja o rzekomej niezgodności z Konstytucją przesłanki dopuszczalności aborcji ze względu na wady płodu, trwa od lat. Podczas moich studiów prowadzący proseminarium z bioprawa (obecnie sędzia Sądu Najwyższego), wyrażał pogląd, z którym nie zgadzałem się. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie dziwi. Pozytywnie zaskoczyła reakcja społeczna i masowe demonstracje.

Paweł Wiśnik

Na gruncie obowiązującego w Polsce prawa trudno jest powiedzieć o „prawie” podmiotowym do aborcji. Sam problem aborcji został wreszcie słusznie sprowadzony do prawa każdego człowieka do decydowania o swoim ciele. Nie można bowiem mówić o takim prawie płodu, który nie jest zdolny do przeżycia poza organizmem matki. Nie można też mówić o dobrowolnej zgodzie kobiety na przebywanie płodu w jej ciele. Prawo do decydowania o własnym ciele należy uznać za świadomy akt woli, niezbywalny i niemożliwy do ograniczenia na 9 miesięcy naprzód. Na podobnej zasadzie dawni liberałowie odrzucali koncepcję tzw. dobrowolnego niewolnictwa, czyli oddania się w niewolę innej osobie na przykład na podstawie umowy. Nawet jeśli kobieta zaszła w ciążę świadomie to powinna mieć prawo zmienić zdanie z dowolnego powodu i usunąć płód. Trywializowanie, że aborcja ma zastąpić antykoncepcję czy wręcz różne wulgarne komentarze dotyczące prawa do „rozwiązłości” są zwyczajnie obraźliwe dla kobiet, które stanęły w obliczu dramatu związanego z aborcją.

Wulgaryzacja i apele

Jednym z bardziej żenujących aspektów reakcji na masowe demonstracje jest nagła wrażliwość prawicy na wulgarne hasła i transparenty oraz mówienie o „wulgaryzacji” młodzieży czy młodych kobiet. Patrząc na wiele wypowiedzi osób publicznie związanych z partiami politycznymi lub organizacjami prawicowymi oraz innych osób odnośnie kobiet oraz bagatelizowanie ich problemów (np. problemu molestowania seksualnego, co było widoczne przy akcji #metoo), można stwierdzić, że wreszcie ktoś do tych ludzi zaczął mówić dosłownie ich językiem.

Żenujące są też reakcje na „apel” mężczyzn do innych mężczyzn, w którym wzywa się tych biorących udział w protestach, by oddali prym bezpośrednio zainteresowanym, czyli kobietom. Wiele komentarzy dotyczących tego apelu było wrogich, nienawistnych i prześmiewczych. Pojawiał się osobliwy slang, np. „białorycerstwo” albo „bety”. Autorzy tych głównie Internetowych komentarzy to, w swoim mniemaniu, prawdziwi „samce alfa”, a samo zjawisko ataku na każdą osobę mówiącą o seksizmie wobec kobiet lub krytykującą mężczyzn, jest dość powszechne.

Siła protestów

Wyjątkowość i siła protestów polegała na tym, że zjednoczyły one ludzi o bardzo różnych poglądach, w tym niezaangażowanych w politykę. Demonstrowały nie tylko zadeklarowane feministki i aktywiści pro-choice, ale przede wszystkim szerokie rzesze młodych ludzi bez sprecyzowanej ideologii politycznej. Niektórzy wskazują, że do wygaszenie demonstracji przyczyniła się próba organizacji ruchu społecznego i powołanie Rady Konsultacyjnej, którą rzekomo mieli zagarnąć ludzie o zbyt lewicowych przekonaniach. Wielu też liberałów rażą postulaty aborcji „na życzenie” i ich socjalna orientacja.

Pomimo przygaszenia masowych zgromadzeń, stało się coś przełomowego. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego poruszył młodych, dla których sama instytucja Trybunału była czymś odległym. Wielokrotnie mówiąc o praworządności, wielu przyjmowało postawę „To mnie nie dotyczy”. Julia Przyłębska i pozostali sędziowie pokazali, jak jeden wyrok Trybunału Konstytucyjnego może głęboko ingerować w życie obywateli, łamiąc ich podstawowe prawa. Będzie to miało trwałe konsekwencje. Ograniczenie dopuszczalności aborcji rozbudziło społecznie młode pokolenie, które będzie coraz częściej i bardziej stanowczo występować przeciwko obozowi władzy. Pozwala to z nadzieją wyczekiwać politycznych zmian w kraju.


2020 11 18 Strajk Kobiet blokada Sejmu, fot Katarzyna Pierzchała
„Nasze Czasopismo” nr 01/2021