Polityka

SZYKUJMY SIĘ NA ODRABIANIE STRAT I ROZWÓJ

O samorządach, prasie lokalnej, polityce, klasie średniej i rosnącym długu publicznym


z senatorem Wadimem Tyszkiewiczem rozmawia Sławomir Kubisa

Panie Senatorze, jest Pan inżynierem, absolwentem Politechniki Warszawskiej. Przez ponad 17 lat prowadził Pan własną działalność w branży komputerowej. Skąd wzięło się zainteresowanie samorządem i polityką?

O tym zdecydował czysty przypadek. Jako przedsiębiorca, byłem sponsorem wielu inicjatyw lokalnych i angażowałem się w sprawy miasta. W branży był lekki kryzys. Zaproponowano mi start w pierwszych wyborach bezpośrednich na prezydenta Zielonej Góry, gdzie prowadziłem firmę i Nowej Soli, gdzie mieszkałem. Wybrałem Nową Sól, wystartowałem z marszu i wygrałem. Trzeba było przeformatować całe swoje dotychczasowe życie.

Czy zgodzi się Pan z tezą, że doświadczenie pracy z sukcesem na własny rachunek kształtuje nawyki i przekonania nieocenione w każdej innej dziedzinie działalności urzędniczej, społecznej czy politycznej?

Oczywiście. Jeśli jakiś sukces osiągnąłem w samorządzie, to głównie dlatego, że miałem za sobą wieloletnie doświadczenie biznesowe. Nigdy nie uważałem się za typowego urzędnika, a za menadżera wynajętego przez mieszkańców do zarządzania firmą, jaką jest organizm miejski. W samorządzie inaczej się pieniądze zarabia i inaczej wydaje, ale mechanizmy i nawyki, takie jak gospodarność i odpowiedzialność, są takie same. Każdy, kto wybiera się do polityki i do rządzenia, powinien mieć doświadczenie w pracy na własny rachunek.

W 2002 roku został Pan prezydentem Nowej Soli z poparciem 55,15% głosów. W kolejnych wyborach na ten urząd uzyskiwał Pan kolejno 83,51 i 86,40%. Czym zyskał Pan sobie tak wysokie poparcie mieszkańców miasta?

Przede wszystkim postawiłem na rozwój gospodarczy i przekonałem mieszkańców, że nie ma innej drogi dla miasta poprzemysłowego, w którym niemal wszystkie zakłady upadły, a bezrobocie sięgało blisko 45%, w którym matki nie miały za co nakarmić swoich dzieci. Mieszkańcy mi zaufali i uwierzyli, a ja ich nie zawiodłem. Ja im z kolei dziękuję za zaufanie i cierpliwość. Cuda się zdarzają, ale bardzo rzadko, my na cud nie mogliśmy liczyć, więc sukces wypracowaliśmy swoją ciężką pracą.

Przez dziewięć lat do roku 2019 pełnił Pan funkcję prezesa Zrzeszenia Gmin Województwa Lubuskiego, współtworząc i działając również w Ogólnopolskim Porozumieniu Organizacji Samorządowych. Jeżdżąc na spotkania po całej Polsce, uzyskał Pan krajową perspektywę samorządowego krajobrazu Polski. Czym ona się różniła od perspektywy prezydenta Nowej Soli?

Polska jest bardzo zróżnicowana. To 2477 różnych miast i gmin, biednych i bogatych, z naturalnymi potencjałami, jak węgiel czy miedź, morzem czy górami, leżących tuż przy głównych szlakach komunikacyjnych, i gmin bez żadnego potencjału, bez żadnych punktów zaczepienia. Dlatego nie można wszystkich samorządów polskich mierzyć jedną miarą. Kiedyś próbowano podzielić Polskę na A i B. Dzisiaj ten podział przebiega zupełnie inaczej. Każdy Polak, każdy polski samorządowiec, ma swoje ambicje, aspiracje i plany, każdy chce osiągnąć sukces. Nie każdy jednak dysponuje odpowiednim potencjałem. Sztuką władz jest więc wspierać i realizować zrównoważony rozwój kraju. Oczywiście moje doświadczenia z zarządzania miastem są bardzo przydatne teraz w mojej obecnej pracy w Senacie i przekazywania tej wiedzy w kontekście całej samorządowej Polski.

Panie Senatorze, w roku 2015 był Pan jednym z animatorów nowego ruchu politycznego .Nowoczesna. Jak Pan ocenia ten projekt z perspektywy 5 lat? Dlaczego ambitny i tworzony w dużej mierze oddolnie program „Nowego Ładu” zawisł w próżni?

.Nowoczesna była jedyną polityczną przygodą w moim życiu, której zresztą nie żałuję. Jestem nawet dumny z tego, że przyszło mi uczestniczyć w ruchu, który porwał setki tysięcy ludzi młodych, wykształconych, ambitnych, ludzi sukcesu, chcących zmieniać Polskę. Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy miałem zaszczyt wystąpić przed ponad 7 tysiącami ludzi na Torwarze w Warszawie. Był dobry start, a potem było już tylko gorzej. Nie udało się. Powody wszyscy znają. Drobne błędy i bezwzględna totalna propaganda w wykonaniu PiS, doprowadziły do rozbicia tego ruchu, który dzisiaj ostał się już tylko w szczątkowej formie. Szkoda. Teraz podobną drogą idzie Szymon Hołownia z Ruchem 2050 i oby tylko nie powtórzył błędów Nowoczesnej.

W ostatnich wyborach parlamentarnych uzyskał Pan mandat senatora RP. Jak wygląda Pana obecne zaplecze polityczne?

Do senatu startowałem z własnego komitetu, jako kandydat bezpartyjny i niezależny. Organizacja pracy mojego biura opiera się na kilku kluczowych osobach, bez których ciężko byłoby mi być skutecznym w parlamencie. W Senacie na co dzień blisko współpracuję z senatorem Krzysztofem Kwiatkowskim, z którym tworzymy koło senatorów niezależnych. Senator Kwiatkowski ma duże doświadczenie w życiu publicznym, jako były Minister Sprawiedliwości i prezes NIK. Jest on również przewodniczącym Komisji Ustawodawczej, co ułatwia nam procedowanie wielu spraw. Stworzyliśmy zgrany duet. Przeprowadziliśmy przez senat wiele ciekawych inicjatyw. Jestem przekonany, że zrobimy razem jeszcze dużo dobrego dla Polski.

Jest Pan członkiem Senackiego Zespołu ds. Spółki GETBACK S.A. Czym konkretnie zajmuje się ten zespół?

Zespół ten nie ma uprawnień takich jak Sejmowa Komisja Śledcza. Szkoda, że taka nie powstała, gdyż afera GetBack jest trzykrotnie większa od Amber Gold, którą wszyscy znają, dzięki medialnej propagandzie partii rządzącej, chcącej przede wszystkim dorwać Tuska, a nie rozwiązać problem piramid finansowych. My mamy inny cel, chcemy pomóc poszkodowanym, którzy stracili blisko 2,5 miliarda złotych w latach 2016-2018 i chcemy wypracować zmianę prawa, która zabezpieczy ludzi przed takimi sytuacjami i dramatami.

Przedsiębiorca, prezydent miasta, prezes stowarzyszenia, członek zarządu partii, wreszcie senator; to naturalne następstwo ról. Być może jednak któraś z nich pełniej wyrażała Pańską osobowość niż inne?

Tak, ja bezwzględnie czuję się przede wszystkim samorządowcem i w senacie chcę reprezentować interes właśnie tego środowiska, z którego się wywodzę. Samorząd to ludzie, to nasze małe ojczyzny, to gminy, wsie i miasta. Znam problemy tych środowisk i będę walczył o samorząd ile sił. Bo samorząd jest największym sukcesem Polski po 1989 roku. Dlaczego? Dlatego, że samorząd, to gospodarz w terenie, wybierany i rozliczany przez swoich mieszkańców. Jest gospodarz – jest sukces.

Zamysł ściśle scentralizowanego zarządzania państwem przez obecnie rządzących był od dawna znany, a jego efekty są już doskonale widoczne. Jak Pan sądzi, czy władzy uda się całkowicie podporządkować samorządy? Jakie będą tego ewentualne konsekwencje dla mieszkańców gmin, miast, powiatów?

Centralizacja władzy to powrót do przeszłości, do czasów słusznie minionych, kiedy to sekretarze partii decydowali o wszystkim. PiS sukcesywnie odbiera kompetencje samorządom, przejmując je przez partię. Żadna władza autorytarna nie lubi dzielić się władzą. Dopóki PiS będzie u władzy, to niestety mam obawy, że ten proces będzie postępował, że coraz więcej do powiedzenia będzie miała przewodnia partia, a nie ludzie w miastach i gminach.

W mediach wyrażane są obawy, że przejęcie Polska Press przez PKN Orlen (spółkę z udziałem Skarbu Państwa) jest motywowane chęcią wpłynięcia poprzez prasę lokalną na wybory samorządowe w roku 2023. Czy podziela Pan te obawy z perspektywy wieloletniego prezydenta Nowej Soli?

Polska niestety kroczy drogą Węgier. Bywam na Węgrzech. Tam wszystko jest podporządkowane jednemu przywódcy i jednej partii. Wprawdzie żyjemy w XXI wieku w Europie i są granice, których nawet Kaczyński nie może przekroczyć, ale metodą małych kroczków PiS dąży wszelkimi metodami do totalnego przejęcia władzy, w tym w lokalnych samorządach. Poprzez spółkę Skarbu Państwa partia będzie wpływała na media lokalne, dbając o swoje interesy partyjne. Kiedyś w piwnicy, w tajemnicy, słuchaliśmy Radia Wolna Europa. Dziś PiS dąży do swojego monopolu w mediach. Dzisiaj media społecznościowe są ostatnią deską ratunku przed całkowitym zawłaszczeniem umysłów przez propagandę mediów tak zwanych publicznych. W Nowej Soli działa do dzisiaj kilka różnorodnych mediów lokalnych. Natomiast media Narodowe, po przejęciu władzy przez PiS w 2015 roku, wprowadziły całkowity zakaz mojego wstępu do TVP, a po jakimś czasie i do Radia Zachód, lokalnej rozgłośni publicznej, mimo tego, że byłem prezydentem miasta i prezesem Zrzeszenia Gmin Województwa Lubuskiego. Kiedyś to się nazywało „wilczy bilet”. Kiedy PiS poprzez Orlen przejmie i media lokalne, to będzie tam można poznać tylko opinie i poglądy przedstawicieli jedynie słusznej partii. To bardzo zła i niebezpieczna droga.

Do prasy lokalnej zaliczane są również gazety wydawane przez samorządy, jaka jest Pańska opinia o tych wydawnictwach – czy są one istotnym narzędziem komunikacji lokalnej społeczności, czy bardziej narzędziem promocji aktualnych władz samorządowych?

Z tym bywa różnie. Jak już wspomniałem, w Polsce mamy blisko 2500 samorządów. Każdy jest inny. Są tacy włodarze, którzy nadużywają mediów samorządowych do autopromocji. Jednak od tego jest kartka wyborcza, żeby ocenić takie działania. Przejęcie wszystkich wydawnictw i mediów przez partię rządzącą, to tak jakby wpaść z deszczu pod rynnę. Ja uważam, że samorząd, jak to wynika z samej nazwy, ma sam się rządzić. Ingerencja rządu i partii jest tu najmniej wskazana.

Pandemia Covid-19 uderzyła w dużą część gospodarki, obecnie w najgorszej sytuacji pozostaje branża turystyczna. Tadeusz Gołębiewski, właściciel sieci dużych hoteli, twierdzi, że państwowy Polski Holding Hotelowy przejmuje biznesy, które sobie nie radzą. Jest to według niego niepokojąca tendencja do centralizacji. Czy sądzi Pan, że może tu być coś na rzeczy?

Nacjonalizacja i przejmowanie przez Państwo prywatnych firm oraz zajmowanie się sferą gospodarczą jest czymś bardzo niepokojącym. Nie po to odeszliśmy od socjalizmu, żeby do niego teraz wracać. Państwo, a raczej partia rządząca, nie powinna wykorzystywać swojej dominującej roli w rywalizacji z prywatnymi przedsiębiorcami, dysponując niemal nieograniczonymi środkami publicznymi. Nie taka jest rola Państwa. To, co się teraz dzieje jest zawłaszczaniem państwa przez PiS na wszystkich możliwych płaszczyznach. To jest krocząca bolszewizacja kraju.

Jak Pańskim zdaniem wygląda klasa średnia w Polsce? Jaka była jej kondycja w roku 2015 i jaka jest obecnie?

Do kryzysu związanego z Covid-19 klasa średnia w Polsce miała się coraz lepiej. To wynik globalnego rozwoju gospodarczego, członkostwa Polski w Unii Europejskiej, otwartych granic, co wiązało się z większymi szansami rozwoju dla ludzi ambitnych, pracowitych, robiących kariery w świecie powszechnej rywalizacji. Polacy są ambitnym narodem, a młode pokolenie Polaków ma dzisiaj dużo większe szanse na rozwój, niż kiedyś. Rywalizacja jest też ważnym czynnikiem postępu i to ona leży u podstaw rozwoju i tworzenia klasy średniej, która jest fundamentem silnej Polski.

Przedsiębiorcy z branży turystycznej buntują się czynnie przeciwko ograniczeniom działalności gospodarczej wprowadzanym w trybie niezgodnym z konstytucją. Czy mają rację?

Branże, które najbardziej ucierpiały w wyniku lockdownu nie z własnej winy, powinny mieć zrekompensowane straty, a przynajmniej pokryte koszty. Tu nie chodzi o zyski, tylko walkę o przetrwanie, o obronę często dorobku całego życia ludzi prowadzących firmy. W kole senatorów niezależnych, wraz z senatorem Krzysztofem Kwiatkowskim i przedsiębiorcami, przygotowaliśmy projekt takiej ustawy.

Jest Pan obecnie senatorem niezależnym, jednocześnie deklaruje Pan w mediach społecznościowych wsparcie dla ruchu Polska 2050. Czym przekonuje Pana do siebie Szymon Hołownia? Jakimi atutami wyróżnia się Polska 2050 na polskiej scenie politycznej?

Jak każdy nowy ruch – świeżością. Szymon Hołownia ma przewagę, w postaci doświadczeń innych takich oddolnych ruchów, jak choćby .Nowoczesna. Mam nadzieję, że uda mu się uniknąć błędów poprzedników. A przeciwnik jest potwornie silny. Kaczyński, dysponując potężną machiną medialną i Kościołem, nie tylko nie wybacza błędów, ale nawet potknięć, kiedy sam zalicza ich setki. No ale taką mamy władzę, jakiego mamy suwerena. Mam nadzieję, że ruch Polska 2050 przetrwa burze i napory i wraz z całą Koalicją Demokratyczną obroni polską demokrację.

Jak Pan ocenia inicjatywę „Zdecentralizowana Rzeczpospolita”, której jednym z głównych założeń jest przeniesienie z Warszawy do samorządowych województw decyzji wywołujących konflikty w kwestiach światopoglądowych, społecznych i gospodarczych?

Ja generalnie jestem za decentralizacją. Albo inaczej, niech zostanie to co musi być centralne, a oddane samorządom to, co nie musi. Dotyczy to też roli wojewodów i partii w terenie. Nie rozumiem, dlaczego na przykład o ochronie środowiska decydują partyjni aparatczycy, a nie samorządowcy, którzy znają problemy swoich małych Ojczyzn? Ten szalony trend centralizacji, nacjonalizacji, upolitycznienia i upartyjnienia państwa musi być odwrócony. Dla dobra Polski.

W roku 2016 powiedział Pan w wywiadzie dla Newsweeka, że „każdy odpowiedzialny obywatel powinien ratować to, co ciężką pracą zbudowaliśmy przez ostatnie ćwierćwiecze”. Czy na początku roku 2021 Pańska determinacja jest słabsza, czy mocniejsza w tej kwestii?

Mocniejsza. Polska osiągnęła sukces dzięki ciężkiej pracy Polaków i kolejnych rządów przez ostatnie co najmniej blisko 20 lat. Polska w 2015 roku nie była w ruinie. To było kłamstwo. Ostatnie 5 lat to okres nie do końca wykorzystanych możliwości. Rozwijał się świat, hulała gospodarka USA, Chin, Europy, Niemiec, Czech, Słowacji… i Polski. Zamiast toczyć wojny światopoglądowe, zajmować się miesięcznicami i wewnętrznymi sporami, trzeba było skupić się na gospodarce. Polska się rozwijała w ostatnich latach, ale mogła rozwijać się jeszcze szybciej. Dzisiaj mamy sytuację nadzwyczajną związaną z pandemią. Cały świat się zatrzymał. Ci co ostatnich lat nie przespali, mają solidne fundamenty, żeby pokonać przeszkody i kryzys. My, mimo dobrej koniunktury gospodarczej ostatnich lat, mamy gigantyczny dług sięgający już blisko 2 bln zł. Warto pamiętać, że to co teraz rozdaje hojnie rząd, to jest dług do spłacenia. Nie mamy oszczędności, więc to co dzisiaj dostajemy, będziemy musieli kiedyś spłacić. Mam nadzieję, że pandemia nie będzie trwać wiecznie. Jeszcze ten rok będzie ciężki, ale trzeba szykować się na życie po pandemii, na odrabianie strat i rozwój. Ale do tego potrzebna jest mądra i odpowiedzialna władza, która dba przede wszystkim o interes wszystkich Polaków, a nie partii rządzącej. I takiej władzy sobie i Państwu życzę.

Dziękujemy. Zatem – jak Pan to ujął: szykujmy się na życie po pandemii, na rozwój i odrabianie strat. Czeka moc pracy!


fot. Peter Beym
„Nasze Czasopismo” nr 02/2021