Kultura

NIE ZAMYKAJCIE NAM PARKÓW I OGRODÓW

Z dalekich podróży przywozimy do domu pamiątki i fotografie. Po powrocie pokazujemy je bliskim jakby miały być zadośćuczynieniem rozłąki. Ale co zabrać z domu, jeżeli nasze życie upływa w ciągłej podróży?

Jerzy Cichowicz

Podróże zawsze stanowiły źródło inspiracji dla artystów. Przywozili z dalekich krajów nowe pomysły, ulegali wpływom, przesiąkali artystyczną atmosferą obcych salonów, tęsknili za ojczyzną. Dzięki temu często rodziły się nowe idee i kierunki. Wiele dzieł powstało w takiej nostalgicznej atmosferze, kiedy nowe obrazy i ich zaskakujące barwy konkurowały z tymi zapamiętanymi i kochanymi. Powrót wraz z nowopowstałymi dziełami, był niejednokrotnie zaskoczeniem dla publiczności.

Aparaty fotograficzne wbudowane w nasze telefony oraz łatwość publikowania wykonanych zdjęć na Facebooku lub Instagramie sprawiły, że możemy o naszych podróżniczych doświadczeniach poinformować cały świat jeszcze przed powrotem. To współdzielenie doświadczeń może odbywać się praktycznie na bieżąco, w tzw. „czasie rzeczywistym”. Ale czy to nie sprawia, że gdzieś prysła, rozpłynęła się w internetowej czeluści, aura tajemniczości towarzysząca powrotom z dalekich wypraw?

Filmiki w mediach społecznościowych i transmisje zastąpiły spotkania „na żywo”, a obostrzenia wynikające z pandemii COVID-19 praktycznie wyeliminowały z naszego życia towarzyskiego spotkania autorskie związane z premierami wydawanych książek i wernisaże wystaw. Ich istotą zawsze był tłok oraz bliski, bezpośredni kontakt z artystą i jego twórczością. Wirus SARS-CoV-2 zmienił nasze życie, towarzyskie i artystyczne.

Inspirująca rola podróży

Mam podstawy sądzić, że niebawem powrócimy jednak do bezpośrednich kontaktów z artystami. Przekonania tego nie opieram na komunikatach Ministerstwa Zdrowia, ale na tym, że zdalny i zapewne bezpieczny kontakt z twórczością artysty nie przekazuje emocji w niej zawartych. Brakuje nam zaklętych w dziełach uczuć, które odczarowują dla nas sami artyści, krytycy i recenzenci. Ale do tego potrzebna jest przestrzeń realna, a nie wirtualna. Niezbędna jest także rozmowa.

Utagawa Hiroshige, The Plum Garden at Kameido, 1856-8, woodblock, ōban, 37,7 x 26,5 cm.
fot. Wikimedia Commons /domena publiczna.

Posłużę się następującym przykładem, dla którego wybrałem z pozoru niepozorny obraz Magdy Kozarzewskiej, zatytułowany Apple Blossom z 2001 roku. Został on pokazany na retrospektywnej wystawie artystki w St John’s College, University of Oxford w 2018 roku. Okazją było czterdziestolecie (1977-2018) jej twórczości artystycznej. Wymiary obrazu są zbliżone do czasopisma, które czytasz. Dzieło to przedstawia fragment kwitnącej jabłonki, której kilka zaledwie gałązek tworzy harmonijną kompozycję w przestrzeni. Ich wzajemny układ artystka podkreśliła ciemnym tłem, będącym połączeniem głębokiej czerni i szmaragdowej zieleni. Blady róż płatków koncentruje naszą uwagę na słonecznym świetle, które buduje dla nas perspektywiczną przestrzeń fragmentu ogrodu. O sile ekspresji artystycznej wizji artystki możemy przekonać się porównując obraz z fotografiami ogrodu, w którym został on namalowany. Widać na nich jabłonkę w całej okazałości, jak również ogród, w którym rośnie.

Hanami, czyli „święto kwitnącej wiśni”

Kwitnące drzewa fascynowały w przeszłości wielu artystów, a szczególnie impresjonistów, którzy osiągnęli mistrzostwo w malarskich przedstawieniach kwitnących sadów. Doskonałym przykładem mogą być jabłonie Oscara-Claude Moneta. Artyści europejscy, dzięki podróżom i przywożonym z Japonii drzeworytom, czerpali inspiracje z przedstawień ukazujących święto Hanami. Znanym kolekcjonerem japońskich drzeworytów był Vincent van Gogh. Ceniono w nich poetycką wrażliwość, mistrzostwo ukazywania w obrazie przemijającej chwili, subtelne aranżacje scen oraz magiczny nastrój.

Istotą tego japońskiego święta jest kontemplacja kwiatów i kwitnących drzew owocowych. Najczęściej jest to wiśnia, japońska śliwa (morela) i jabłoń. Towarzyszą tej kontemplacji rodzinne spotkania, spacery, pikniki w parkach i ogrodach. Hanami jest dzisiaj świętem bardzo popularnym i celebrowanym przez Japończyków, ale pierwotnie kontemplacja w kwitnących sadach i ogrodach była aktywnością zastrzeżoną dla intelektualnej elity. Święto nawiązuje do filozofii buddyzmu zen i symbolizuje ulotną naturę życia ludzkiego oraz podkreśla piękno każdej przeżytej chwili. Z czasem zwyczaj ten upowszechnił się. Hanami stało się najważniejszym świętem oraz atrakcją turystyczną Japonii.

Na dalszym planie reprodukowanego obok japońskiego drzeworytu, można dostrzec zgromadzoną przy ogrodzeniu publiczność, która kontempluje rozkwitające w sadzie morele.

Kontemplacja ogrodu

Kwitnąca jabłoń Magdy Kozarzewskiej to jej osobista malarska impresja, która odzwierciedla naszą odwieczną fascynację kwitnącymi kwiatami. To, co dla buddystów jest symbolem ulotności, dla nas stanowi dowód niezmienności cyklów przyrody. Kwitnący sad to zapowiedź udanych zbiorów, które zapewnią nam przetrwanie. Dla artystki to także symbol domu i ogrodu. Zabiera go ze sobą w dalekie podróże. Pracując od kilku lat na wielkich statkach wycieczkowych, prowadzi warsztaty plastyczne dla ich pasażerów.

Taki charakter i miejsce pracy sprawiają, że praktycznie jest ciągle poza domem. Wraca do niego pomiędzy kolejnymi rejsami lub tak jak teraz w ramach ogólnoświatowej pandemicznej „niewoli”. Kiedy pandemia ustąpi i skończą się ograniczenia w podróżach, Magda powróci do swojej codziennej pracy, zabierając ze sobą to co dla niej najcenniejsze: wspomnienie domu, obraz nieżyjącej już mamy, wnętrza przytulnej pracowni w Anglii. Takie jest malarstwo Magdy Kozarzewskiej. Dokumentuje ono czas przemijający, chwile spędzone z najbliższymi i przyjaciółmi podczas zwykłych, codziennych czynności, drogę do domu, alejkę w parku, drobne przedmioty na stole, odstawione krzesło lub buty stojące w przedpokoju. Nie ma w nim zapierających dech w piersiach widoków z egzotycznych zakątków świata. Egzotykę widoków oraz magię dalekich portów artystka ma na co dzień. Dlatego zabiera ze sobą swoje niewielkie obrazy, dostosowane do rozmiarów walizki. Pomagają one znosić rozstania, a nawet zaaranżować własny rodzinny dom, ogród i najbliższe jego okolice, w niewielkiej kajucie na ogromnym statku płynącym w dal.

Frekwencja w niedawno otwartych Centrach Handlowych nie jest szczególnie duża. Łagodzenie restrykcji pandemicznych następuje bardzo powoli, ale ukazuje zmiany w naszych preferencjach. Większy tłok można było zaobserwować w parkach i w lasach, gdy zniesiono absurdalny zakaz wstępu. Może to znak, że instynktownie wszyscy czujemy potrzebę kontaktu z przyrodą? Nie sądzę, aby ta potrzeba od razu przerodziła się w kontemplację kwitnących jabłoni, ale kto wie, może przynajmniej zmieni nasz stosunek do naturalnego środowiska i sztuki.

Oscar-Claude Monet, Apple Trees in Blossom, 1873, 62,0 x 100,0 cm, olej na płótnie, fot. Wikimedia Commons /domena publiczna

Magda Kozarzewska

Artystka urodziła się w Warszawie. Ukończyła Chelsea School of Art w Londynie oraz słynną Slade School of Fine Arts przy University College London w Londynie. Jej dzieła były wystawiane na wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych i znajdują się w wielu kolekcjach instytucjonalnych oraz prywatnych. Jej twórczość jest w Polsce nieznana. Pracuje od wielu lat jako nauczyciel plastyki i wykładowca. Od kilku lat współpracuje z armatorami statków wycieczkowych, na których prowadzi warsztaty plastyczne. Mieszka na stałe w Anglii, ale od czasu do czasu przyjeżdża do Polski. Wiele informacji o artystce oraz przegląd jej twórczości i dokonań można znaleźć na jej stronie internetowej:
www.magdakozarzewska.co.uk


fot. na górze: Magda Kozarzewska, Apple Blossom, 2001, 35,0 x 25 cm, olej na płótnie, fot. z archiwum artystki
„Nasze Czasopismo” nr 02/2021