Społeczeństwo

JAK ROZMAWIAĆ: RÓŻNICE POGLĄDÓW

Rozmowa może być spoiwem, ale może też dzielić. Nawet drobna zmiana w sposobie, w jaki dyskutujemy, może zadecydować o tym, czy mimo odmiennych poglądów, znajomi pozostaną znajomymi. Inicjujemy serię praktycznych porad o tym jak rozmawiać.

Anna Romaniecka-Mankiewicz, trener z zakresu komunikacji w firmie Interactifs

W szybko zmieniającym się świecie i przy tak dużej różnorodności ważnych tematów w przestrzeni publicznej, łatwo jest wejść w spór. Mnożą się bowiem osie podziałów i nie zawsze są one do siebie równoległe.

  • Skąd ty to bierzesz? Przecież to sama propaganda i stek bzdur! Myśl samodzielnie!
  • Jakie bzdury?! Sama prawda! To ty wszędzie wietrzysz spisek, a sam oglądasz wiadomości w obcych mediach. Dajesz sobą manipulować!
    Brzmi znajomo?

Jestem za, a ja przeciw

Dziś dzielimy się na zwolenników i przeciwników rządu, pro-choice i anty-choice w sprawie aborcji, za szczepieniem na Covid-19 i przeciw niemu, uznających istnienie pandemii i jej zaprzeczających, za UE i przeciw niej. Jakby tego było mało, kłócić można się również o tematy wykraczające znacznie dalej, jak globalne ocieplenie, nauka – niezależna prawda, czy narzędzie spiskujących korporacji, mięso i nabiał to zło, czy jednak weganie histeryzują.

Na każdy z tych tematów większość z nas ma wyrobioną opinię. Jednak wielość zagadnień sprawia, że prędzej czy później, także w obrębie własnej bańki informacyjnej, trafimy na kogoś o innych poglądach. Czy musi to oznaczać nowy podział, ostre zarysowanie granic i wrogość? Nie. Tymczasem jakość dyskursu w mediach społecznościowych, pomijając boty i farmy trolli, jest jednak pewnym odbiciem naszych postaw, gdy ścieramy swoje opinie z przeciwstawnymi. I choć większość poza siecią unika ostrych sporów, to ukryci za ekranem niekiedy nie przebieramy w słowach. Tym samym zasilamy te podziały. Niczym w formalinie, utrwalamy wzajemną niechęć, czy nawet wrogość. Będzie ona obecna także wtedy, gdy aktualny rząd będzie już przeszłością. Tymczasem mierzymy w rozwój społeczeństwa obywatelskiego, we współdziałanie, które wymaga relacji i wzajemnego zaufania.

Chodzi o to, by szukać tego, co łączy, szczególnie w obszarze wartości. Nie jest to łatwe, ale nie jest też niemożliwe. Jest duże prawdopodobieństwo, że krewny, zwolennik partii rządzącej, chce dla Polski dobrze. I choć w wielu kwestiach macie odmienne opinie, akurat to cię z nim łączy. To, co was różni, to sposób zadbania o interesy kraju. Gdy powiesz mu, że i ty chcesz dla Polski dobrze, osłabisz w nim przekonanie, że anty-PiS to antypolskość.

Widzę to inaczej

Na co dzień szkolę dorosłych, jak rozmawiać w kwestiach zawodowych. I choć dziedzina węższa, i tu są sytuacje, gdy obie strony okopują się na przeciwnych stanowiskach. Narzędzia komunikacji są jednak uniwersalne. Łatwym w zastosowaniu sposobem jest na przykład mówienie od siebie, zamiast celowania w stronę rozmówcy. Na przykład zamiast „Co za głupoty opowiadasz!” lub „Nie masz racji” można powiedzieć „Widzę to inaczej”, „Mnie to nie przekonuje”, „Trudno mi w to uwierzyć”, czy „Mam inną opinię”. Ta pierwotna wersja jest jak stukanie palcem w tors rozmówcy – wzbudza to w nim natychmiastowy opór, bo rozmówca czuje się zaatakowany lub potraktowany z wyższością. Osobiście nie znam nikogo, kto zniósłby to zupełnie spokojnie. Naturalne jest, że wzbudzi to po drugiej stronie irytację i może eskalować spór. Prawdopodobnie ktoś taki w reakcji powie coś jeszcze mocniejszego, niż poprzednik. Jego kompan zapewne nie położy uszu po sobie, tylko odda pięknym za nadobne, i to z okładem. Tak rozkręcającą się kłótnię trudno zatrzymać w sposób, które obie strony uznają za cywilizowany.

Podobnie, choć to mniejszy kaliber, zadziała komentarz „Porozmawiajmy rozsądnie” czy „Pogadajmy bez emocji”. Pierwszy z nich rozmówca może odebrać jako przytyk do jego zdolności intelektualnych, zarzut, że mówi od rzeczy, drugi zaś jako zarzut utraty kontroli nad sobą. W obu przypadkach raczej go to zirytuje, niż pozostawi neutralnym. Jak ująć to inaczej? Na przykład „Chcę porozmawiać o rozwiązaniu”, „Zależy mi, aby ten temat domknąć” czy – w drugim przypadku choćby: „Chciałabym pogadać w innej atmosferze”. Gdy mówimy o swoich poglądach, swojej perspektywie, potrzebach itd. ograniczamy ryzyko, że będziemy oceniać drugą stronę. Kto czuje się w rozmowie oceniany, traktuje to jako krytykę, czy reprymendę. Ma poczucie, że najechano jego „terytorium” i dlatego potraktuje rozmówcę jako przeciwnika. Mimo wszystko łatwiej zaakceptować to, że partner w rozmowie myśli inaczej, niż to, że ocenia nasz pogląd jako nierozsądny, czy oderwany od rzeczywistości. W tym pierwszym wariancie rozmówcy są sobie równi, choć się różnią, w drugim przypadku jedna ze stron poczuje, że interlokutor wywyższa się, tym samym obniżając jej pozycję. To wystarczy, by zasiać ziarno animozji.

Tu dygresja związana z komentarzem „Pogadajmy bez emocji”. Jego różne odmiany częściej słyszą kobiety niż mężczyźni. I – uwaga – taki komunikat wcale emocji nie studzi. Jest wręcz przeciwnie i nie powinno to dziwić.

Mówię, jak do siebie

Im temat ważniejszy, tym mocniejsze emocje budzi. Nakazanie komuś odcięcie się od nich w sytuacji, gdy ma to dla niej czy dla niego kluczowe znaczenie jest próbą umniejszenia osoby lub tematu, albo obu naraz. I choć w założeniu chodziło o obniżenie temperatury rozmowy, stanie się inaczej.

W ciągu trzydziestu lat istnienia firmy szkoleniowej, w której pracuję, zapytano ponad 130 tys. osób, które szkolono na całym świecie: „Jak chcecie, by do was mówiono?”. Odpowiedzi są zbieżne, bez względu na szerokość geograficzną. Ludzie oczekują, że przekaz będzie jasny, rzeczowy, krótki i bezpośredni, ale jednocześnie zakomunikowany z szacunkiem, spokojnie i po partnersku. Jeśli zadalibyście to pytanie swoim znajomym, otrzymacie podobne odpowiedzi. Tak samo odpowiedzą ci, którzy mają poglądy przeciwne do naszych. Jednak mimo podobnych potrzeb, rozmawiamy czasem odmiennie od tego, czego sami oczekujemy od innych. Kiedy więc chcemy wyrazić się jasno, konkretnie i „bez owijania w bawełnę”, robimy to mniej spokojnie i już nie po partnersku. Nasz rozmówca może odbierać nas wówczas jako kogoś aroganckiego, czy obcesowego. Efektem jest usztywnienie się drugiej strony i konflikt, w najlepszym przypadku opór. Innym razem, gdy chcemy okazać szacunek, może okazać się, że nasz przekaz jest mniej konkretny i prowadzimy do niego rozmówcę okrężną drogą. W tym wypadku może on nas odebrać jako osobę uległą, słabą. Brak bezpośredniości sprawi, że trudno mu będzie obdarzyć nas zaufaniem.

Gdy rozmówca „otorbi się” w reakcji na to, co i jak do niego mówimy, rozmowa w najlepszym wypadku staje w miejscu. Dlatego rozmawiajmy z innymi tak, jak sami chcemy, bo rozmawiano z nami, także wtedy, gdy myślimy inaczej, niż rozmówca. Wymaga to wewnętrznej dyscypliny, by być świadomym, jakim paliwem zasilamy rozmowę. Gdy wyjdziemy z założenia, że druga strona powinna podzielać nasz pogląd, jeśli jest tylko wystarczająco inteligentna, rozsądna, oczytana itd., od razu ustawiamy się na wyższej pozycji w rozmowie. Na pewno będzie to zauważone i doczeka się reakcji.

Niełatwo rozmawiać, gdy różnimy się poglądami. Czy mimo to warto próbować? Tak, bo nikt za nas tej rozerwanej tkanki społecznej nie zszyje. Nie widać na horyzoncie ani bohatera, ani instytucji, która będzie w stanie tego dokonać. Będziemy musieli zrobić to sami, każdy z nas z osobna w swoim środowisku, począwszy od własnej rodziny, mozolnie, krok po kroku, rozmowa po rozmowie. I choć na efekt przyjdzie nam niekiedy poczekać, to jest to zadanie nie do uniknięcia. W przeciwnym razie na tych podziałach inni nadal będą zbijać kapitał – nie tylko polityczny. A jak ty dzisiaj będziesz zszywać tę tkankę?


rys. Anna Romaniecka-Mankiewicz
„Nasze Czasopismo” nr 02/2021