Społeczeństwo

TO TYLKO KLAPS

Wielu dorosłych nigdy nie słyszało o żadnych raportach dotyczących przemocy wobec dzieci. Nie ma nawet pojęcia, że są jakieś Prawa Dziecka. Dają tylko klapsa, a ten nie pozostawia śladu. Sami też takie klapsy dostawali i wyrośli na porządnych ludzi.

Dorota Ceran

Coraz częściej anteny radiowe i telewizyjne, łamy prasowe oraz posty mediów społecznościowych odnotowują dramatyczne zjawisko, jakim jest bicie, maltretowanie i znęcanie się nad dziećmi. Ofiary są coraz młodsze, bywa, że kilkutygodniowe lub nawet kilkudniowe. Te, o których wiemy, trafiają do placówek leczniczych, gdzie albo uda się lekarzom przywrócić im zdrowie fizyczne, ale nie odzyskają psychiki, albo spisują akt zgonu. Przerażenie ogarnia, kiedy myśli się o tych dzieciach, o których nikt nigdy się nie dowie, którym rodzice, nie niepokojeni przez nikogo, fundują piekło.

„Karcenia chłopcu nie żałuj”

To, że jak świat światem, dorośli bywają okrutni wobec dzieci, nie jest żadną nowiną. Zawsze tak było, od zarania dziejów. Mamy na to wiele przykładów w literaturze światowej i rodzimej, poczynając od Biblii, w której możemy znaleźć takie oto recepty na dobre wychowanie: Ćwicz syna, dopóki jest nadzieja, nie unoś się, aż do skrzywdzenia go. Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz, nie umrze.

Człowiek jest z natury okrutny. Ale ponieważ jest także mądry, z biegiem wieków zrozumiał, że jego przyszłością jest młode pokolenie. Trzeba je zatem wychowywać tak, by uczeń przerósł mistrza. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – czytamy w akcie fundacyjnym Akademii Zamojskiej z 1600 roku. „Chowanie” to znaczy kształcenie, zaszczepianie dobrych wzorców i poszanowania dla drugiego człowieka. Oczywiście, różnie w różnych epokach treści te rozumiano i dopiero połowa XX wieku przyniosła przełom. Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła w 1959 roku źródło międzynarodowej ochrony praw dziecka w postaci Deklaracji Praw Dziecka.

Nie zmieniło to sytuacji młodych ludzi z dnia na dzień. Kto dzieci bił, tłukł je nadal. Kto nigdy tego nie robił, nadal i bez Deklaracji zachowywał się przyzwoicie. Zaczęło się jednak czuć dezaprobatę dla okrucieństwa. W złym świetle postrzegano tych, którzy tworzą piekło swoim lub pozostającym pod ich opieką dzieciom. Poza ewidentnymi psychopatami i zboczeńcami, ludzie starali się powściągnąć emocje. Jeśli nie z miłości do dziecka czy zwykłej, ludzkiej empatii, to z obawy przed społeczną krytyką, ostracyzmem sąsiadów lub z obawy zgłoszenia ich na policję. W przestrzeni publicznej nie wypadało mówić, że bicie dzieci to znakomita metoda wychowawcza, nikt nie chwalił się serwowanymi klapsami czy innymi formami cielesnych „upomnień”.

„Klaps nie zostawia wielkiego śladu”

W 2018 roku ukazał się raport Biura Rzecznika Praw Dziecka, autorstwa Ewy Jarosz i Marka Michalaka, pod tytułem „Bicie dzieci, czas z tym skończyć”. Zgodnie z badaniami zaprezentowanymi w raporcie, aż 47,6 proc. dorosłych Polaków akceptuje bicie dzieci. Oczywiście, wśród tej liczby są ci, którzy jako bicie postrzegają klapsy i ci, którzy uważają, że klapsy są dopuszczalne i odróżniają je od bicia. Jedni i drudzy nie zdają sobie sprawy z tego, że zgodnie z art. 40 Konstytucji RP nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. W Polsce zakazane jest stosowanie kar cielesnych.

Wkrótce po ukazaniu się raportu nastąpiła zmiana na stanowisku Rzecznika Paw Dziecka. Odszedł dr Marek Michalak i pojawił się nowy rzecznik, Mikołaj Pawlak. W jednym z pierwszych wywiadów zadeklarował, że „z estymą wspomina lanie, które dawał mu ojciec.” Wspominał z rozrzewnieniem dzień, kiedy tatuś tak mu dał w skórę, że nie mógł usiąść. I dodał: “Trzeba rozróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie. Klaps nie zostawia wielkiego śladu.” Tak zaprezentował swoje poglądy nowy rzecznik w sytuacji, gdy połowa społeczeństwa akceptuje stwarzanie dzieciom codziennego piekła.

Czy więc należy się dziwić, że coraz częściej słyszymy o domowych oprawcach, katujących dwumiesięczne lub kilkuletnie dzieci? Sąsiedzi przeważnie mówią, kiedy dochodzi do tragedii: „Taka była dobra, cicha rodzina. Nic nie słyszeliśmy…” A ja myślę, że żadna z tych rodzin nie była ani cicha, ani dobra. Dziecko płakało do utraty tchu, ale nikt nie chciał się wtrącać.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 02/2021