Praworządność

ZABEZPIECZYĆ POLSKĘ PRZED DYKTATURĄ

Rządy Prawa i Sprawiedliwości pokazały, że konieczna jest dyskusja o fundamentalnej reorganizacji państwa. Obecna opozycja, zajmując się jedynie gaszeniem pożarów, nie podejmuje tematu przyszłego ustroju Polski i nie przedstawiła pomysłu gruntownej reformy państwa.

Fryderyk Andrzej Zoll, profesor nauk prawnych, nauczyciel akademicki, wiceprzewodniczący KOD Małopolskie

Wiele grup toczy dyskusję, zastanawiając się, jak będzie wyglądać Polska, kiedy zakończą się rządy Prawa i Sprawiedliwości. Jak rozwiązać problem Trybunału Konstytucyjnego, który utracił wszystkie cechy, jakich od niezależnego organu sądowego oczekuje Konstytucja RP. Co zrobić z niekonstytucyjnie powołanymi sędziami i tymi, którzy sprzeniewierzyli się sędziowskiemu przyrzeczeniu. Jak naprawić działanie prokuratury, odpolitycznić ją i przywrócić model pełnej niezależności? Te dyskusje są bardzo ważne, ale można mieć wrażenie, że przechodzą one obok kwestii najważniejszej. Jest to pytanie o taki ustrój państwa, który uniemożliwi powrót władzy autorytarnej.

W USA w niesławie oddaje stanowisko prezydent Donald Trump, który stanowił zagrożenie dla instytucji demokratycznych. Nie można wykluczyć, że osłabienie demokracji w USA może być głębsze niż to się wydaje. Jednak nawet Donald Trump nie zdołał zdemontować systemu zabezpieczeń demokracji. Jedną z przyczyn odporności tego systemu jest jego federalna struktura. Prawdziwie efektywny podział władzy nie dotyczy bowiem rozdzielenia władz centralnych (egzekutywa, legislatywa, sądownictwo). Równie ważne jest terytorialne zdecentralizowanie władzy.

Decentralizacja czy centralizacja

Po drugiej wojnie światowej przegrane Niemcy podzielono na kraje związkowe. Można twierdzić, że to niemiecka tradycja, sięgającą jeszcze czasów pierwszej Rzeszy. Jednak to nie historyczny sentyment kierował aliantami, którzy tworząc kraje związkowe niezbyt przejmowali się historią. Kluczem było stworzenie takiej struktury, w której bardzo trudno jest z powrotem scentralizować władzę i wprowadzić dyktaturę. Dlatego powoływanie się – dzierżącego jednocześnie funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry – na wpływ polityków niemieckich na nominacje sędziowskie, zupełnie ignoruje zabezpieczenia dla demokracji i autonomii poszczególnych instytucji państwowych, wynikające z federalnej struktury państwa. W Polsce, w dyskusji o przyszłości prokuratury, zasadniczym problemem nie jest rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości. Zasadniczym zadaniem jest stworzenie takiej struktury, której ktoś przejmujący władzę centralną nie jest w stanie zdominować.

Dyskusja o fundamentalnej reorganizacji państwa, która zakładałaby odejście od scentralizowanej i skoncentrowanej struktury władzy w Polsce, toczy się niemrawo. Jedynie kierowana przez prof. Annę Wojciuk inicjatywa o nazwie Inkubator Umowy Społecznej przedstawiła zaawansowany projekt całkowitej reorganizacji władzy w państwie. Zakłada on daleko idące wzmocnienie województw, w tym wyposażenie ich w kompetencje ustawodawcze. W takim państwie byłoby o wiele trudniej wprowadzić dyktaturę, bo władza centralna nie dysponowałaby narzędziami bezpośredniego sprawowania rządów na obszarach województw. Działaniom decentralizującym władzę w Polsce powinna towarzyszyć daleko idąca dekoncentracja. Nie ma żadnego powodu, aby takie instytucje jak Sąd Najwyższy czy Trybunał Konstytucyjny znajdowały się w Warszawie. Prawo i Sprawiedliwość przez moment rozważało nawet taki zabieg, bo chciało osłabić Trybunał Konstytucyjny. Jednak zabieg ten może okazać się ważnym czynnikiem wzmocnienia niezależności tych organów, a także wzmocnienia Polski poza Warszawą. Słusznie zauważył kiedyś prof. Marcin Matczak, że gdyby Trybunał Konstytucyjny znajdował się poza Warszawą, to obiadki prezesa u magister Julii Przyłębskiej nie byłyby możliwe.

Dlaczego dyskusja o decentralizacji państwa właściwie się nie toczy. Przez moment jedynie Platforma Obywatelska zaczęła się zastanawiać nad innym usytuowaniem wojewodów w systemie władzy państwowej. Potem dyskusja wygasła i jakakolwiek zasadnicza debata o ustroju państwa już się nie toczy. Jedną z przyczyn jest udany szantaż Jarosława Kaczyńskiego. Prezes, słusznie identyfikujący te projekty jako zamach na jego plan trwałego wprowadzenia dyktatury w Polsce, dusi tego rodzaju debatę wysuwając argumenty o rozbiorach Polski. Opozycja panicznie boi się takiej łatki i dyskusja gaśnie. Także lewica nie jest nią zainteresowana, również preferując scentralizowane państwo. Tymczasem dyskusja nad tego rodzaju głęboką reformą ustrojową jest konieczna. Tędy wiedzie droga do zabezpieczenia w sposób trwały demokracji w Polsce.

Egzamin dla Konstytucji

Nosząc koszulki z napisem Konstytucja, broniliśmy jej i demokratycznego ustroju Polski przed brutalnym atakiem. Wiele osób, widząc postępującą dewastację państwa prawa i demokracji, zadawało pytanie, czy nasza Konstytucja zawiodła. Odpowiedź nie może być zerojedynkowa. Prawdą jest, że nawet najlepsza Konstytucja jest bezsilna wobec władzy, która ją łamie. W USA wiceprezydent Mike Pence nie zdecydował się na próbę wykorzystania swojego urzędu do niekonstytucyjnej obrony przegranego w wyborach prezydenckich Donalda Trumpa przy zatwierdzeniu w Senacie wyników głosowania Kolegium Elektorów. Po stronie Prawa i Sprawiedliwości takich osób jak Mike Penc zabrakło. Byli jedynie tacy, którzy się nie cieszyli.

Polska Konstytucja przegrała pod naporem bezprawia, przed którym nie obronią jej nawet najdoskonalsze, najbardziej przemyślane konstrukcje prawnicze. Jednak stwierdzenie to jest po części tylko prawdziwe. Z Konstytucji RP wynika scentralizowany model państwa, bez dostatecznych gwarancji i zabezpieczeń dla władz samorządowych przed pozbawieniem ich kompetencji, a także przed pozbawieniem finansowania czy też likwidacją wspólnot samorządowych. Obecnie grozi to narzuceniem odgórnie podziału Mazowsza, co usilnie stara się zrobić Prawo i Sprawiedliwość. Z Konstytucji RP wynika taki kształt organizacji władzy państwowej, który łatwo jest zastąpić dyktaturą. Scentralizowane państwo jest pozbawione wystarczającej ilości szańców demokracji. W tym sensie kształt ustroju Polski wynikający z Konstytucji ułatwił zadanie Kaczyńskiemu. Polska po Prawie i Sprawiedliwości tylko wtedy zostanie zabezpieczona przed recydywą dyktatury, gdy zmieni się w niej struktura władzy, tzn. dokona się głęboka decentralizacja i dekoncentracja.

Polska opozycja nie sili się na przedstawienie pomysłu gruntownej reformy państwa. Zajmując się jedynie gaszeniem pożarów, nie podejmuje zasadniczej debaty o przyszłym ustroju Polski. Trudno wzbudzić entuzjazm do nieistniejących programów. Odpowiedź na pytanie czy zmiana jest realna zależy od tego, czy postulat tej zmiany stanie się przedmiotem politycznej debaty. Na razie to Prawo i Sprawiedliwość, partia intelektualnie jałowa, określa przedmiot politycznej debaty w Polsce. Bez zmiany tego stanu rzeczy nie wydarzy się nic. Projekt Inkubatora Umowy Społecznej wykorzystany przez siły polityczne opozycji mógłby zmienić oś politycznej dyskusji o Polsce.


fot. Katarzyna Pierzchała
„Nasze Czasopismo” nr 02/2021