Praworządność

WARTOŚCI, INSTYTUCJE I LUDZIE

Ostatnie trzy miesiące to wyborczy kryzys amerykańskiej demokracji. Problemy nie znikną po zaprzysiężeniu Joe Bidena na prezydenta USA, jednak fakt, że do niego doszło mówi wiele o demokracji za oceanem. Polska znajduje się w o wiele trudniejszej sytuacji.

Jędrzej Ochremiak

Ostatnie wybory prezydenckie w USA to pasmo bezprecedensowych wydarzeń, które trudno było sobie wyobrazić w dojrzałej demokracji, nawet rządzonej przez skrajnego populistę. Prezydent Donald Trump posunął się do wielokrotnego, publicznego podważania wyników wyborów, posługując się przy tym kłamstwem i pomówieniami. Oczekiwał od władz stanowych i poszczególnych gubernatorów działań niezgodnych z prawem, by zapewnić sobie sukces wyborczy. Po wyborach żądał od sekretarza stanu Georgia (republikanina) by ten „znalazł” brakujące głosy i naciskał na sądy, łącznie z Sądem Najwyższym, by te nie uznawały wyniku wyborów. Co więcej wywierał presję na Kongres, by ten nie zatwierdził wyniku wyborów, a także personalnie na wiceprezydenta Pence’a, by przerwał procedurę zatwierdzania wyników wyborów w Senacie. Wreszcie Donald Trump nawoływał swoich zwolenników do szturmu na Kapitol, co skończyło się ewakuacją senatorów, pięcioma ofiarami śmiertelnymi, wieloma rannymi i zdewastowaniem wnętrz Kongresu. Klamrą zamykającą ten haniebny okres była nieobecność prezydenta Donalda Trumpa na zaprzysiężeniu następcy, co jest jednym z najważniejszych zwyczajów w demokracji. Na szczęście ważniejsza od działań samego prezydenta okazała się reakcja instytucji tworzących demokratyczne państwo prawne.

Administracja

System obronił się dzięki rzeszy apartyjnych członków administracji federalnej, w tym personelowi Białego Domu oraz wierności wartościom, prawu i procedurom. Sekretarz stanu Georgia nie ugiął się pod presją najpotężniejszego człowieka na świecie, narażając tym samym całą swoją polityczną karierę. Podobnie postępowali urzędnicy w innych stanach, gdzie wyniki obydwu kandydatów były zbliżone. Donaldowi Trumpowi, pomimo wywieranych nacisków, nie udało się też zmusić ani jednej administracji stanowej do powołania alternatywnych elektorów.

Urzędnicy Białego Domu częściowo zbuntowali się, przygotowując się już w grudniu do przekazania władzy administracji Joe Bidena, wbrew zaleceniom samego Donalda Trumpa. Podobnie zachowywały się wszelkie służby, planując zaprzysiężenie i chroniąc prezydenta elekta i jego ludzi. Sam wiceprezydent Mike Pence sprzeciwił się Donaldowi Trumpowi i wziął udział w zaprzysiężeniu Joe Bidena, ratując twarz odchodzącej ekipy i czyniąc zadość jednej z najważniejszych tradycji.

Wszystkie te działania wynikały z neutralności i podporządkowania się procedurom i prawu. Dla urzędników jasne było, co mieści się w granicach ich uprawnień, a co poza nie wykracza. W znakomitej większości spraw, o których wiadomo opinii publicznej, administracja działała zgodnie z prawem i procedurami. To czynnik, który w znacznej mierze uratował USA przed wieloma kryzysami podczas całej kadencji prezydenta Donalda Trumpa.

Władza sądownicza

Egzamin z niezależności zdała władza sądownicza. Zarówno na poziomie stanowym, jak i centralnym, poddawana była ogromnym naciskom przez prezydenta i jego zaufanych ludzi. Sąd Najwyższy, uznawany za bardzo sprzyjający republikanom i konserwatywny – nazywany przez wielu „Sądem Trumpa” – był poddany ogromnej presji. Jednak, gdy doszło do rozstrzygania o ważności wyborów, odrzucił wszystkie zastrzeżenia zgłoszone przez administrację prezydenta, uznając je za całkowicie bezpodstawne. Sprawy rozpatrzono detalicznie, przeanalizowano fakty i nie znaleziono żadnych dowodów na masowe oszustwa. Nie zmieniły tego osobiste poglądy poszczególnych sędziów, ani fakt bycia nominowanym przez republikańskiego prezydenta. Mimo, że takie obawy pojawiały się w przestrzeni publicznej, sądy udowodniły swoją niezależność i obiektywizm.

Media

Na wysokości zadania stanęły media, od dawna raczej krytyczne wobec prezydenta. Symbolem okresu powyborczego było przerwanie przez stację CNBC transmisji wystąpienia prezydenta Donalda Trumpa. Dziennikarz Shepard Smith opatrzył to długim komentarzem prostującym kłamstwa prezydenta. Pierwsze zdania tego komentarza brzmiały tak: „Przerywamy to wystąpienie, dlatego, że to co mówi prezydent USA w znacznej części nie jest prawdą i nie pozwolimy na to, aby to trwało dłużej dlatego, że to jest nieprawda”. Następnie przez sześć minut dziennikarz prostował wystąpienie prezydenta cytując jego fragmenty i wykazując ich nieprawdziwość. Przytaczał fakty i przykłady, podkreślał jednoznaczność sytuacji i brak wątpliwości. Wielokrotnie zaznaczał, że prezydent posługuje się kłamstwem i nie ma żadnych dowodów. Wydarzenie to pokazało obiektywność i niezależność mediów, choć Shepard Smith przez lata był dziennikarzem sprzyjającej Donaldowi Trumpowi stacji Fox News. Udowodniło, że media w USA dobrze rozumieją swoją rolę w demokracji, polegającą na kontroli władzy („czwarta władza”) oraz informowaniu społeczeństwa. Po tym zdarzeniu stacje telewizyjne wielokrotnie przerywały wystąpienia przedstawicieli administracji prezydenta, ze względu na ich insynuacyjny charakter. Z kolei serwisy Twitter i Facebook w okresie okołowyborczym opatrywały wpisy Donalda Trumpa komentarzami: „wpisy mogą wprowadzać w błąd”, a po wydarzeniach na Kapitolu w styczniu 2021 roku Twitter zablokował konto Donalda Trumpa na zawsze.

Polskie bezpieczniki demokracji

W Polsce mamy sporo przykładów instytucji, które ciągle stoją na straży demokracji i praworządności, ale jest ich coraz mniej. Wypełniają swoją konstytucyjną rolę, działając w zakresie do jakiego zostały powołane. Długo bronił się Rzecznik Praw Obywatelskich, choć większość rządząca woli na tym stanowisku partyjnego nominata lub wygaszenia działań Rzecznika. Funkcjonują niezależne sądy i sędziowie, ale za swoje działania są szykanowani. Minister sprawiedliwości i upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa kolejnymi nominacjami coraz bardziej uzależniają sądownictwo od władzy wykonawczej. Działają niezależni prokuratorzy, choć są degradowani i delegowani ma drugi koniec kraju. Funkcjonują też jeszcze niezależne media, ale niestety mało które wykazują się taką bezkompromisowością i kompetencjami jak CNBC w dniu 5 listopada 2020 roku.

Proces niszczenia instytucji, będących bezpiecznikami demokracji, postępuje od końca 2015 roku. Jego przebieg i kolejność działań nie były przypadkowe. Trybunał Konstytucyjny, sądy powszechne, Krajowa Rada Sądownictwa, Sąd Najwyższy i prokuratura, czyli przejęta i rozmontowana cała władza sądownicza. Zlikwidowana apartyjna służba cywilna, zmarginalizowanie roli ekspertów sejmowych i senackich w procesie stanowienia prawa, rozbudowa gabinetów politycznych w urzędach i ministerstwach oraz obniżanie wymogów w służbie dyplomatycznej. Do tego skrajnie upolitycznione media publiczne, placówki kultury oraz ograniczanie niezależności uczelni. Systemowym domknięciem procesu niszczenia było przejęcie spółek skarbu państwa i obsadzenie ich swoimi ludźmi tak, by stworzyć nową grupę wiernych i oddanych, która będzie broniła nowego systemu, mając w jego istnieniu własny indywidualny interes.

Wszystko to stanowi spójny system sankcjonujący nadrzędność woli politycznej nad prawem. Trudno będzie taki system rozmontować. Jedyną szansą na odwrócenie negatywnych konsekwencji jest opracowanie konkretnego planu odbudowy instytucji demokratycznych. Wyzwaniem będzie zaplanowanie działań, które są zgodne z prawem i procedurami, a jednocześnie pozwolą na szybkie i skuteczne zmiany. Taki plan powinien być zaakceptowany przez wszystkie prodemokratyczne siły polityczne, ekspertów i obywateli. Nie będzie to „jedna ustawa”, jak raczył powiedzieć jeden z liderów opozycji, ale duży pakiet ustrojowy, rozłożony na miesiące, a może i lata. Oparty o wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zalecenia Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, Komisji Weneckiej, wyroki i orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego z okresu, gdy były jeszcze niezależne. Tylko w taki sposób mamy szanse, jako społeczeństwo obywatelskie, na odzyskanie demokracji. Takiego planu powinniśmy się domagać od ekspertów, polityków i organizacji obywatelskich. Spierać się możemy o wiele innych spraw światopoglądowych czy ekonomicznych, ale nie o rację stanu jaką jest przywrócenie funkcjonowania demokratycznego państwa prawnego.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 02/2021