Samorząd

CZY RZĄD WPŁYWA NA SAMORZĄD?

Podczas jednej z sesji Rady Miejskiej w Świdnicy, musiałem wyjaśnić niektórym radnym, oraz głośno podkreślić moje zdanie w tytułowej kwestii. Spróbuję to wyjaśnić na przykładzie Świdnicy – miasta, które kocham.

Lech Bokszczanin, Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Świdnicy

Kilkakrotnie spotkałem się z zarzutem innych radnych, najczęściej tych reprezentujących opcję rządzącą w kraju lub zbliżonych swoimi poglądami do nich, że w sprawach, które winny dotyczyć jedynie Świdnicy, nie powinienem na salę obrad przenosić wielkiej polityki. Czy mają rację?

Nowogrodzka na Wiejskiej

Zabawne jest, kiedy przedstawiciele partii obecnie rządzącej w kraju, którzy na szczęście w Świdnicy są opozycją, próbują odrywać funkcjonowanie miasta od decyzji, które zapadają w Warszawie w gmachu przy ulicy Wiejskiej, na podstawie wytycznych z ulicy Nowogrodzkiej. Zabawne jest, kiedy usiłują oni wymazać z realiów Świdnicy to, co robią ich koledzy, a co ma wielkie przełożenie na nasze małe ojczyzny. Zabawne, ale i lekko przerażające, ponieważ, chcą oni pokazać, że wszystko co dobre dzieje się w kraju, jest zasługą rządu, a złe rzeczy związane są z samorządem, który podnosi opłaty, zwiększa ceny i ogólnie dybie na majątki, które tworzone są dzięki 500+ i wsparciu rządu. Chcą oni ze swoim przekazem, wygłaszanym podczas transmitowanej sesji rady, trafić do świdniczanek i świdniczan licząc na to, że słuchacze mogą im uwierzyć. Nic bardziej mylnego, dlatego w 2020 roku podczas listopadowej sesji Rady Miasta, głośno i wyraźnie zanegowałem ten kłam.

Tak się składa, że to wielka polityka, prowadzona w Warszawie przy ulicy Wiejskiej (a raczej przy ulicy Nowogrodzkiej), kreuje realia, w których funkcjonujemy wszyscy. Władze szczebla samorządowego nie mają wpływu na kształt ustaw, możemy jedynie swoimi uchwałami dopasowywać prawo lokalne do wymogów ogólnokrajowych. Nie możemy ustanawiać sobie nowych podatków, kiedy brakuje nam środków na domknięcie budżetu. Nie możemy pod płaszczykiem ochrony zdrowia, wprowadzić podatku cukrowego, dzięki któremu będziemy drenować portfele mieszkańców. Nie możemy i nie chcemy. Nowe podatki, które obecny rząd ustanawia lekką ręką, wspierają budżet centralny, a my samorządowcy musimy sobie jakoś poradzić.

Rząd obiecuje – samorząd płaci

Nie tylko nowe podatki ratują sytuację Rządu. Władza centralna z olbrzymim zamiłowaniem łowi sobie nowych wyborców, rozdając pieniądze. Tylko czyje? Z cytatu Margaret Thatcher – „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy” jasno wynika, że środki, które Rząd jednym obiecuje, innym musi zabrać. Nowe podatki, które obciążają Polki i Polaków bezpośrednio, zasilają Skarb Państwa. Jednocześnie koszty obietnic, którymi Rząd kupuje sobie sympatię swoich wyborców, niejednokrotnie ponoszą samorządy.

Jaki jest mechanizm kupowania głosów za pieniądze samorządów? Pierwszy z nich, to obietnice dotyczące podniesienia wynagrodzeń nauczycieli. Oczywistym jest, że nauczyciele, czyli osoby, które są niezmiernie ważne w kształtowaniu naszych dzieci (tak – kształtowaniu, a nie tylko kształceniu), powinni zarabiać dużo lepiej niż teraz. Tego nikt o zdrowych zmysłach nie neguje. Jednak podwyżki obiecane przez rząd powinny być przez ten rząd sfinansowane. Tak niestety nie jest, co doskonale widzimy na przykładzie chociażby Świdnicy. Wynagrodzenia nauczycieli wzrosły, natomiast subwencja oświatowa na nie już niekoniecznie. Nawet jeżeli, to i tak zobowiązania wynikające z podwyżek wynagrodzeń, przewyższają dodatek do subwencji. Krótko mówiąc, to samorządy muszą pokryć z własnych budżetów obiecane przez rząd podwyżki.

Nie inaczej wygląda zapowiadana szumnie przez rząd podwyżka płacy minimalnej. Tu mamy do czynienia nie tylko z obciążeniem pracodawców. Małe firmy, które niejednokrotnie muszą zatrudniać pracowników w oparciu o najniższą krajową, będą musiały teraz podnieść koszty funkcjonowania, co odbije się negatywnie na ich konkurencyjności, cenach usług i wyrobów. Ta obietnica rządu bezpośrednio uderzy także w samorządy, które są pracodawcami. Pracownicy powinni zarabiać godnie, ale ich wynagrodzenia muszą wynikać z tego, co dyktuje rynek, a nie ze sztucznych regulacji, wprowadzanych przez polityków, którzy nigdy nie zatrudniali nikogo, nie wyprodukowali nic, ani nie sprzedali niczego. Tacy politycy potrafią jedynie kalkulować, że jeżeli obiecają komuś wyższą wypłatę, za którą zapłaci ktoś zupełnie inny, to oni zbiją na tym kapitał polityczny. Cwane to, ale i małe.

Kolejną obietnicą rządu, która była wycelowana bezpośrednio w pozyskanie głosów, a pośrednio – w osłabienie samorządów i ich budżetów, jest ulga podatkowa, która dotyczy młodych podatników. Młodzi, nie przekraczający dochodu w wysokości 85,5 tys. zł rocznie, zostali zwolnieni z podatku dochodowego od osób fizycznych. Pomijając fakt dyskryminowania pracowników z większym stażem, ten pomysł nie jest najgorszy. Jednak podatek dochodowy jest jednym ze źródeł utrzymania samorządów, a te straciły na uldze przyznanej przez rząd. Nikt tego nam nie zrekompensował.

Kieszeń podatnika

Następstwa decyzji rządu najczęściej odbijają się na kieszeni podatników. W niektórych przypadkach podatnik wie, że to rząd nałożył na niego obowiązek płacenia nowej daniny, albo podwyższył dotychczasową. Nie wie natomiast, że rząd zmniejszając przychody samorządów, zmusza je do podnoszenia lokalnych opłat. Wtedy już nikt nie wini rządu, bo samorząd jest zły podnosząc daniny.

Regulacje centralne mają przełożenie na różne aspekty naszego życia. Niedawno było bardzo głośno o podwyżkach opłat za odbiór i wywóz śmieci. Oczywiście cała złość skupiła się na samorządach, bo to one w drodze uchwał musiały podnieść wysokość opłat za wywóz śmieci. Ale czy ktoś się zastanowił, dlaczego tak było? Czy ktoś powiedział głośno, że zmiana stawek wynika między innymi z tego, że zmieniają się wymogi, które są ustalane centralnie? Dostawienie jednego nowego pojemnika, to nie tylko koszt jego zakupu. To też konieczność jego odebrania i wywózki nieczystości. Dodatkowy kurs, którego nikt za darmo nie zrobi. Biorąc też pod uwagę, że regulacje centralne nie pozwalają samorządom dopłacać ani zarabiać na wywózce śmieci, powstaje sytuacja w której wysokość opłaty reguluje rynek stworzony przez rząd, a raczej jego warunki przez rząd wykreowane. No ale „Problem polega na tym, że trzynastkę dostał pan ode mnie i rządu, a cena śmieci to jest samorząd” jak powiedział niegdyś kandydat na prezydenta Andrzej Duda podczas kampanii wyborczej. Wydawać by się mogło, że całe dobro idzie od rządu, a reszta to już nie ich wina. Takie stwierdzenie jest kłamstwem lub, żeby być delikatniejszym – niedopowiedzeniem. Pamiętajmy, rząd ma wpływ na nasze życie w każdym jego aspekcie, chodźmy więc na wybory, żeby mieć wpływ na rząd.


Świdnica, fot. Wiktor Bąkiewicz
„Nasze Czasopismo” nr 02/2021