Felieton

SZKOŁA PRZETRWANIA

Jeśli na świecie pojawi się wirus wielokrotnie groźniejszy niż Sars-CoV-2, może on zagrozić naszej cywilizacji. Dlatego szkoły powinny wprowadzić obowiązkowe zajęcia, na których nauczać się będzie jak przetrwać globalny kryzys.

Jerzy Andrzej Masłowski, dziennikarz, prozaik, poeta, autor sztuk teatralnych i tekstów piosenek

Młodzież zna prawo Talesa, wie co to efekt Dopplera i potrafi wymienić cykle rozwojowe chełbii modrej i innych krążkopławów. Biegła jest w obsłudze komputerów i Internetu. Nie ma za to pojęcia, co robić w przypadku światowego kataklizmu wywołanego pojawieniem się groźnego, łatwo rozprzestrzeniającego się patogenu, którego śmiertelność będzie sięgać 50 lub więcej procent. Skutki takiej pandemii są trudne do wyobrażenia, bowiem gdy stanie przemysł, transport i większość usług nasza cywilizacja znajdzie się na krawędzi zagłady.

Inwazja wirusów

Nie jest to science fiction. Epidemia dżumy, która nawiedziła średniowieczną Europę uśmierciła, według ostrożnych szacunków 30, a według innych nawet 60 proc. populacji naszego kontynentu. Taka lub znacznie gorsza pandemia może przyjść w każdej chwili.

Wirus Nipah, po raz pierwszy rozpoznany w 1999 roku w Malezji, a wywołujący ostre zapalenie mózgu spowodował wówczas zakażenie 265 osób. Od tamtej pory, każdego roku notuje się niewielkie ogniska tego patogenu w Malezji, Singapurze, Indiach i Australii, a śmiertelność w przypadku zarażenia sięga aż 75 procent. Jeżeli Nipah rozpocznie ekspansję na wszystkie kontynenty, liczba mieszkańców naszego globu skurczy się do niecałych 2 miliardów. Na zakażenie narażone będą osoby w wieku produkcyjnym pracujące w przemyśle, przy produkcji żywności, w handlu i wszelkiego rodzaju usługach i służbach. Jeśli pandemia postępować będzie szybko, w ciągu miesiąca lub dwóch stanie gospodarka, transport, handel i nie będą działać służby komunalne. Zabraknie wody, żywności, opieki medycznej, zaś energia elektryczna (o ile w ogóle będzie) przeznaczona zostanie na potrzeby obronności i resztek służb cywilnych. Jeśli epidemia dopadnie nas zimą nie będzie dostaw ciepła i gazu, zabraknie węgla i innych paliw. Słowo reglamentacja będzie odmieniane przez wszystkie przypadki i liczby. Jeżeli tak by się stało, w Polsce, w wyniku zakażenia, umrze dwadzieścia kilka milionów osób a populacja zmniejszy się do 10-15 milionów.

Kiedy nie będzie komu grzebać zwłok zalegających w różnych miejscach, natychmiast powstaną lokalne ogniska innych epidemii. Kryzys wywołany niedożywieniem, brakiem leków, złą higieną i różnymi niedostatkami spowoduje śmierć całych grup ludzi, w tym głównie starszych i niepełnosprawnych. W czarnym scenariuszu liczba mieszkańców naszego kraju zmniejszy się o kolejną połowę. Kilka milionów osób przeżyje, ale nie będzie to liczba wystarczająca, by po wygaśnięciu epidemii natychmiast przywrócić funkcjonowanie państwa. Sytuacja ma szansę wrócić do normy najwcześniej po kilkunastu latach i to pod warunkiem pełnej mobilizacji całego ocalałego społeczeństwa.

Przetrwać za wszelką cenę

Przetrwanie pierwszych kilku lat zależeć będzie od zdolności radzenia sobie w sytuacjach ekstremalnych, a takie umiejętności niewielu z nas posiada. W szkołach i na wyższych uczelniach powinien powstać nowy, obowiązkowy przedmiot przysposabiający do życia w warunkach kryzysowych. Uczniowie od najmłodszych lat uczyliby się wielu przydatnych czynności: jak oczyścić wodę, by nadawała się do picia, zbudować studnię głębinową, podłączyć „kozę” i zrobić odprowadzenie spalin, skonstruować najprostszą, domową elektrownię wiatrową, itp. Przedmiot powinien być interdyscyplinarny, pomysłowo łączący inżynierię z majsterkowaniem, ogrodnictwo i zbieractwo z umiejętnością przygotowania posiłków, podstawową opiekę medyczną z ziołolecznictwem.

W przypadku takiego kryzysu już po kilku miesiącach dotknie nas wieloletni brak żywności. Ważne jest by nauczyć się ją produkować i pozyskiwać na własną rękę. Dziś większość z nas nie potrafi odróżnić rosnącego niemal wszędzie czarnego bzu (będącego magazynem witamin, ponadto świetnego leku przeciwgorączkowego) od śmiertelnie trującej wilczej jagody, a mniszek lekarski mający ogromne właściwości odżywcze i rosnący na trawnikach jest przez wielu nierozpoznawalny.

Powie ktoś: „Po co o tym uczyć? Jeśli nadejdzie kryzys zawsze będzie czas na naukę”. Wtedy będzie za późno. W sytuacji kiedy dostęp do Internetu może być utrudniony lub niemożliwy, przeglądanie tysięcy książek w poszukiwaniu praktycznych wiadomości będzie wyczynem. Dlatego zamiast wtłaczać do głów malowniczą, ale mało przydatną budowę morfologiczną skąposzczetów lub uczyć o chorobach psychicznych „świętych” mężów na niezliczonych lekcjach religii, lepiej ten czas przeznaczyć na przedmiot, który w przyszłości może ocalić naszą cywilizację. Jeśli epidemia nie nadejdzie nauka nowych umiejętności będzie świetnym ćwiczeniem wyobraźni, logicznego myślenia i pozwoli na przejawienie wielu cennych inicjatyw u młodych ludzi.


rys. Jacek Frankowski, z zasobów własnych autora
„Nasze Czasopismo” nr 02/2021