Polityka

BIAŁORUŚ TO MÓJ DOM

O walce Białorusinów o ich prawa, godność i uczciwe wybory, stosunkach z Rosją oraz oczekiwaniach wobec krajów zachodnich

z liderką opozycji białoruskiej Swiatłaną Cichanouską rozmawia Julie Walecka

Rewolucjonistka, aktywistka, polityk – zwykle tak jest Pani opisywana w mediach.

Mówią także: Prezydent elekt, lider wybrany przez naród, przywódczyni narodu, a niektórzy – gospodyni domowa. Tak naprawdę, jestem reprezentantką narodu białoruskiego. Tak jestem postrzegana w świecie i tak widzę swoją obecną rolę. Białorusini walczą o swoje prawa, o godność, o uczciwe wybory. Jestem osobą, która w wyniku splotu trudnych okoliczności ma okazję opowiedzieć o tym światu.

Jestem po prostu osobą będącą członkiem społeczności „narodu białoruskiego”. To bardzo mało, a zarazem wiele. Stale odczuwam ogromną odpowiedzialność, gdyż muszę przekazać cały ten ból narodu, ale także jego nadzieje i pragnienie wolności, które spowodowało, że absolutna większość Białorusinów podniosła głowy.

Co było tym impulsem, który spowodował Pani decyzję, aby startować w wyborach prezydenckich na Białorusi? Czy zatrzymanie Pani męża Siarhieja?

To było tak: ubiegałam się o rejestrację grupy inicjatywnej, celem zarejestrowania Siarhieja jako kandydata w wyborach prezydenckich. W jego imieniu występował pełnomocnik, ponieważ on sam był za kratkami. Został osadzony w więzieniu na 15 dni. Odmówiono nam rejestracji przez pełnomocnika. Lidzija Michajłauna Jarmoszyna od ponad 20 lat jest przewodniczącą Centralnej Komisji Republiki Białorusi ds. Wyborów i Prowadzenia Referendów Krajowych, pod której nadzorem żadne z wyborów nie zostały uznane za spełniające standardów Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Ta właśnie Jarmoszyna zażartowała sobie następująco: „To może byś wyszła za mąż przez pełnomocnika?”

Wróciłam do domu i pomyślałam: „To dla Siarhieja bardzo ważne. Ludzie mu uwierzyli. Nie mogę tego tak zostawić. I dosłownie po 15 minutach, nie naradzając się z nikim, zdecydowałam się przedłożyć własne dokumenty do rejestracji.

Po tych 15 dniach Siarhieja wypuszczono. Później był znowu zatrzymywany, tym razem na dłużej, kiedy jako szef mojego sztabu jeździł po kraju zbierając podpisy. To była brudna, nieudolna prowokacja. Policjant, którego rzekomo uderzył, upadł trzy metry od miejsca w którym był Siarhiej. Wszyscy widzieli to na nagraniu video. No cóż, to Białoruś Aleksandra Łukaszenki. Siarhiej trafił do więzienia na 9 miesięcy, począwszy od 29 maja 2020 roku.

Tłumy protestujących, jakich nigdy nie było, biało-czerwono-białe flagi, nieustające okrzyki „Niech żyje Białoruś” – czy to oznaki budzącej się tożsamości narodowej?

Po pierwsze, to symbole protestu przeciw arbitralności i fałszerstwu, jakich dopuścił się reżim. Znaki sprzeciwu wobec braku szacunku i pogwałcenia prawa. Ludzie podnieśli głowy. Nie chcą już dłużej chodzić w nałożonym jarzmie. Białorusini to Europejczycy, ludzie dobrze wykształceni, mający szacunek dla prawa. Tak było zawsze. Bezprawie, w które stoczyliśmy się w ciągu 26 lat rządów tego człowieka, oburzało zdecydowaną większość Białorusinów. To naturalne, że w końcu naród się zbuntował przeciw takiemu stanowi rzeczy.

Do niedawna znacząca część społeczeństwa Białoruskiego uznawała „opiekę” Rosji za gwarancję, rolę strażnika bezpieczeństwa i stabilności. Czy protesty zmieniły to nastawienie?

Tak, większość Białorusinów odnosiła się przyjaźnie do Rosji. Łączą nas naprawdę bliskie relacje gospodarcze. Wiele osób ma w Rosji rodziny lub przyjaciół. Jednak Białorusini uznają niezależność za wartość nadrzędną i nieodłączny element narodowej egzystencji. Badania pokazywały to już od dawna, a ludzie byli gotowi, aby wystąpić przeciw zagrożeniu utraty niepodległości.

Jednakże dobre relacje z Rosją są obecnie zagrożone. Jest oczywiste, że po tym jak Władimir Putin opowiedział się po stronie Aleksandra Łukaszenki, nie uszanował woli narodu Białoruskiego, wsparł go swoimi propagandystami i nowymi kredytami, ludzie nie mogą dłużej być tak przyjacielsko nastawieni wobec Rosji. Tak naprawdę, tymi pieniędzmi, wyciągniętymi z kieszeni Rosjan, Kreml zapłacił za przemoc, tortury, gwałty i poniżenia, których dopuścił się reżim, szczególnie po dniu 9 sierpnia 2020 roku. Białoruś jest obecnie pogrążona w wewnętrznym kryzysie. Człowiek, który przegrał wybory i stracił poparcie społeczeństwa, nie chce oddać władzy. Białorusini żądają, aby ustąpił i chcą przeprowadzenia nowych, uczciwych wyborów, w których wyłonią nowego przywódcę państwa. To wszystko. To, że dzisiaj Rosjanie stoją po stronie terrorystycznego reżimu i pomagają opłacać przemoc, zagraża naszym przyszłym stosunkom.

Jakie są oczekiwania Białorusinów w odniesieniu do Zachodu? Nałożone sankcje niewiele wpłynęły na 80 osób i jak wydaje mi się, na 7 przedsiębiorstw. Czy ludzie nie obawiają się, że większe zaangażowanie krajów zachodnich może spowodować ostrzejszą reakcję Kremla?

Od całego świata, bez wyjątku, oczekujemy poszanowania suwerenności Białorusi i respektowania woli narodu białoruskiego, który domaga się zaprzestania przemocy i przeprowadzenia wolnych i uczciwych wyborów. W obliczu eskalacji przemocy, ciągłego i rażącego łamania praw człowieka, tworzenia obozów dla dysydentów i stale pogarszającej się sytuacji, żaden cywilizowany kraj nie może milczeć. Oczekujemy, że wszystkie państwa jasno określą swoje stanowisko i opowiedzą się po stronie wartości demokratycznych oraz zrobią wszystko, aby powstrzymać przemoc i bezprawie. Powinno to skutkować objęciem sankcjami wszystkich, którzy sfałszowali wybory, kłamali w sądach, wydawali i wykonywali rozkazy łamiące prawa człowieka oraz użyli przemocy wobec cywili.

W szczególności dotyczy to ludzi z najbliższego otoczenia Aleksandra Łukaszenki, potocznie nazywanych “lokajami”, którzy zapewniają mu środki, tuszują machlojki i ciemne interesy. Sankcje powinny być nałożone nie tylko na nich osobiście, lecz także na wszelkie ich aktywa. Nie rozumiemy dlaczego to mogłoby spowodować ostrą reakcję Kremla. Czy powstrzymanie przemocy stoi w sprzeczności z ich poglądami? Czy Kreml jest gotowy odpowiedzieć razem z Aleksandrem Łukaszenką za zbrodnie popełniane na Białorusi? Myślę, że nie leży to w interesie władz Rosji.

Dlaczego prosiła Pani, aby nie tylko Emmanuel Macron i Angela Merkel, lecz także Władimir Putin został włączony do mediacji z Aleksandrem Łukaszenką?

Ponieważ jestem przekonana, że cały świat jest zainteresowany tym, żeby Białoruś była wiarygodnym i przewidywalnym członkiem światowej wspólnoty oraz dobrym sąsiadem.

Skoro już mówimy o władzach na Kremlu – jak została przyjęta ich propozycja „Reformy konstytucyjnej” – stopniowego procesu przekazywania władzy przez Aleksandra Łukaszenkę?

Aleksander Łukaszenka całkowicie utracił zaufanie i poparcie ludzi na Białorusi. Białorusini nie zaakceptują żadnej konstytucyjnej reformy wprowadzanej pod jego kierownictwem. On kłamał przez 26 lat. Białorusini nie chcą mieć z nim nic do czynienia ani nawet go wysłuchiwać. Zakończyć przemoc, uwolnić więźniów politycznych, rozpisać nowe wybory – to żądania absolutnej większości Białorusinów. Zostały sformułowane tuż po wyborach i nie uległy zmianie.

Dawne i obecne Białoruskie partie opozycyjne nie stworzyły realnej siły, która mogłaby wystąpić przeciw Aleksandrowi Łukaszence. Czy istnieje albo czy ma szanse powstać partia, która przejmie postulaty ulicznych protestów?

Partie opozycyjne nie stanowiły realnej siły, ponieważ były stale niszczone przez reżim. Jestem przekonana, że nie jedna czy dwie partie zostaną założone przez protestujących. Będzie ich wiele, jak w każdym cywilizowanym kraju. Zostaną one jednak utworzone dopiero wówczas, kiedy ustanie przemoc i zostaną uwolnieni więźniowie polityczni. Wtedy, jestem tego pewna, powstanie partia Siarhieja Cichanouskiego, partia Wiktora Babariko i także inne. Będą rywalizowały w uczciwych wyborach, prezentując programy rozwoju kraju. Stanowimy razem z poprzednimi i obecnymi partiami opozycyjnymi zjednoczony front, którego zadaniem jest osiągnięcie najważniejszych celów: powstrzymania przemocy, uwolnienia więźniów politycznych, zmuszenia Aleksandra Łukaszenki do odejścia i ustalenia daty nowych wyborów.

Mieszka Pani na Litwie. Dlaczego tutaj? Mogła Pani wybrać dowolny kraj europejski.

No cóż, jeśli wybrałabym inny kraj, pytalibyście: “Dlaczego ten?”. Wybrałam Litwę, bo po pierwsze jest stąd najbliżej do Mińska. Wilno jest od niego oddalone o zaledwie 180 kilometrów. To bliżej niż do innych ośrodków regionalnych na Białorusi. Po drugie, na Litwie mieszkały już wtedy moje dzieci. Musiałam je wywieźć po tym, jak podczas kampanii wyborczej zaczęłam dostawać pogróżki. Nie byłabym w stanie jej kontynuować, gdybym nie była pewna, że są bezpieczne.

Za czym, co zostawiła Pani na Białorusi, tęskni Pani?

Białoruś to mój dom i tam chcę mieszkać. Dlaczego ktoś myśli, że może mnie i innych z niego wyrzucić? Tam, na Białorusi, w więzieniu, osadzony jest mój mąż i wielu naszych współpracowników. Tam są miliony naszych zwolenników, pragnących żyć w normalnym kraju. Ludzi, którzy głosowali za nową Białorusią. Moi rodzice, siostra i przyjaciele zostali na Białorusi.

To po prostu jest mój dom.


fot. Press Service S. CICHANOUSKA
„Nasze Czasopismo” nr 03/2021