Felieton

POLOWANIE NA MUCHY, CZYLI SZYMON HOŁOWNIA NA ŁOWACH

Szymon Hołownia deklaruje, że jest nowoczesnym katolikiem. Dla mnie połączenie słów: nowoczesny i katolik to typowy oksymoron, kojarzący się z rozklekotaną dorożką do której próbuje się wstawić silnik atomowy.

Jerzy Andrzej Masłowski, dziennikarz, prozaik, poeta, autor sztuk teatralnych i tekstów piosenek

Nie ufam Szymonowi Hołowni. Brzydzi mnie zamieszanie, które robi wokół własnej osoby, a jego pajacowanie ma tylko jeden cel: lans. W moich oczach pozostanie małym chłoptasiem o rozbuchanym ego, który chcąc dostać ulubioną zabawkę jest w stanie zrobić różne idiotyzmy. Zawsze stawał po stronie ciemnogrodzkich wartości, a jego wypowiedzi cuchnęły kadzidłem. Był i jest stronnikiem kościoła (przez małe „k”, bo nie szanuję tej instytucji), co widać choćby po tym, iż nigdy nie postulował rozdziału tej instytucji od państwa, a jedynie „uporządkowanie” wzajemnych stosunków.

Niedawno zaproponował, by kościół odkupywał od Skarbu Państwa grunty nie z 90 proc. jak dotychczas, a „jedynie” z 50 proc. ulgą. W sytuacji kiedy społeczeństwo przeciwne jest przywilejom kleru i odsuwa się od kościoła, Szymon Hołownia za wszelką cenę chce ocalić dla purpuratów ile się da. Nie potrafi jednakże odpowiedzieć na pytanie: niby dlaczego kler ma kupować ziemię po zaniżonych cenach? Po co im tyle ziemi? Przez ostatnie 26 lat kościół otrzymał nieodpłatnie ponad 76 tysięcy ha z państwowego zasobu gruntów rolnych o wartości ponad 3,5 mld zł, dzięki czemu jest obecnie największym po Skarbie Państwa posiadaczem ziemskim i – tym samym – beneficjentem dopłat z UE. A do tego trzeba doliczyć 90 proc. bonifikatę. Propozycja Szymona Hołowni, by dawać kościołowi ziemię za połowę wartości jest równoznaczna z taką, gdy patologiczny obibok żąda od Skarbu Państwa comiesięcznego zasiłku w wysokości 10 tys. zł, a urzędnicy przyznają mu połowę tej kwoty.

Szymon Hołownia dzieli ludzi na lepszy i gorszy sort. Jest przeciwnikiem równości małżeńskiej, adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, nie akceptuje aborcji i unika odpowiedzi na niewygodne tematy twierdząc, że o niektórych kwestiach powinno zdecydować referendum (np. w sprawie aborcji). A przecież instytucja referendum nie jest sprawiedliwa bo, jak powiedział nieżyjący już brytyjski polityk Clement Attlee: „Demokracja to nie jest po prostu prawo większości, lecz prawo większości szanujące, jak należy, prawa mniejszości”.

Uważam Szymona Hołownię za szkodnika, który rozbija opozycję starając się przejąć kolejne polityczki i polityków oraz usiłuje doczepiać się do różnych środowisk (jak choćby do Strajku Kobiet), by cynicznie wykorzystać je dla siebie. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że każda wypowiedź tego niedoszłego księdza (dwa razy w nowicjacie) wygłaszana jest z pozycji ex cathedra (czy może raczej ex ambona). Wciąż brzmią mi w uszach jego słowa, iż „zadaniem i misją katolika jest doprowadzić do uchwalenia takiego prawa, które w danej sytuacji będzie możliwie najbliższe prawu bożemu”. Marzył mu się prezydencki stolec, teraz prze w kierunku fotela premiera, a tak naprawdę chciałby być „cysorzem”.

Co jednakże sprawia, że jego partia cieszy się dużym zainteresowaniem? Odpowiedź jest prosta: wiele Polek i Polaków deklaruje przynależność do religii katolickiej i ciągnie ich w kierunku polityka-katolika. Ci, którzy głosowali na Szymona Hołownię, upatrują w nim mesjasza, który cudownie wpłynie na biskupów i zacznie wraz z nimi reformować skostniałą i skompromitowaną instytucję, która w obecnym kształcie przypomina zwykły burdel, albowiem to w burdelu dostaje się wszystko oprócz tego czego najbardziej potrzebujemy: miłości. Kościół może się oczyścić jedynie rękami biskupów, nie zaś polityków. Zresztą, jedyne co może dziś uratować wiernych to samorozwiązanie kościoła instytucjonalnego. Wówczas, na zgliszczach powstaną zbory wzorowane na dawnych wspólnotach chrześcijańskich w których wierni odnajdą prawdziwą duchowość. Kościoła instytucjonalnego nie da się zreformować, a każdy kto mówi, że jest nowoczesnym katolikiem przyznaje, że na stosach wciąż będą płonąć czarownice z tą różnicą, że przed egzekucją aplikowany im będzie środek znieczulający.


rys. Piotr Woźniak
„Nasze Czasopismo” nr 03/2021