Kultura

JAK DOBRE WINO

Ze zbioru starannie dobranych obrazów utalentowany i doświadczony kurator potrafi stworzyć ciekawą opowieść. Czego możemy oczekiwać, jeżeli za to zadanie weźmie się aż czworo kuratorów?

Jerzy Cichowicz

Wystawa zorganizowana przez Muzeum Narodowe w Warszawie we współpracy z Musée du Louvre-Lens, Muzeum Narodowym w Poznaniu i Instytutem Adama Mickiewicza w zamyśle adresowana była do tych widzów, których – używając słów Edmunda Abouta – „ominął bolesny zaszczyt przynależności do narodu polskiego”. Jej twórcami byli kuratorzy: Iwona Danielewicz, Agnieszka Rosales Rodríguez, Marie Lavandier, Luc Piralla-Heng Vong oraz współpracujący z nimi Wojciech Głowacki. Tytuł wystawy: „Pologne 1840 – 1918. Peindre l’âme d’une nation” („Polska 1840 – 1918. Malować ducha narodu”) nie zapowiadał sensacji. Ale gdy wystawę w Lens od 25 września 2019 roku do 20 stycznia 2020 roku odwiedziło bez mała 60 tysięcy zwiedzających, postanowiono pokazać ją także polskiej publiczności. W nowej odsłonie i pod zmienionym tytułem „Polska. Siła obrazu” udostępniono ją zwiedzającym od 18 września 2020 roku. Podczas odbywającej się w tzw. reżimie sanitarnym konferencji prasowej nikt nie przypuszczał, że będzie to jedna z najdłużej trwających wystaw czasowych w warszawskim Muzeum Narodowym. Można epidemii COVID-19 przypisać to, że termin zamknięcia wystawy i przeniesienia jej do Muzeum Narodowego w Poznaniu przesunięto do 21 lutego 2021 roku.

Decyzja o bezpłatnym udostępnianiu wystawy oraz wymogi sanitarne sprawiły, że kolejki spragnionych artystycznych doznań widzów były dłuższe niż te podczas pamiętnej wystawy dzieł Marka Rothko z 2013 roku. Stojąc w kolejce zastanawiałem się o ile kolejka byłaby dłuższa, gdyby organizatorom udało się do tytułu wystawy dodać przymiotnik „narodowa”.

Duchowy przewodnik narodu

W okresie zaborów (1795–1918) rolę duchowego przewodnika narodu przejęła najpierw literatura, a szczególnie poezja romantyczna, a zaraz potem – plastyka. To sztuki plastyczne kształtowały i utrwalały poczucie więzi, tworzyły mitologię narodową oraz wyrażały dążenia niepodległościowe. Zdaniem kuratorek wystawy z Muzeum Narodowego w Warszawie, Iwony Danielewicz i Agnieszki Rosales Rodríguez: „Po utracie przez Polskę niepodległości sztuka stała się substytutem utraconej wolności, depozytariuszką dawnej potęgi państwa. Przekazywała ideę solidaryzmu narodowego oraz była skarbnicą wartości rodzimej kultury i ludowych wzorów. Pełniła funkcję kompensacyjną i rozrachunkową, apologetyczną i profetyczną”. Nie wątpię, że te dwie ostatnie funkcje chętnie powierzyliby sztuce współczesnej aktualnie sprawujący władzę w Polsce.

Dzieła zaprezentowane na wystawie przez dziesięciolecia kształtowały zbiorową wyobraźnię Polaków i przypominały o dawnej świetności kraju. Taką wzniosłą i mitotwórczą wizję historii Polski, zarazem ściśle wiążącą się ze współczesnością, stworzył Jan Matejko. Artysta piętnował osoby i stronnictwa polityczne winne upadku Rzeczypospolitej, a jednocześnie podejmował temat powinności jednostek wobec wspólnoty narodowej. W jego dziełach odnajdziemy przejmujące przedstawienie stanów duchowego napięcia oraz głębi psychologicznej bohaterów, czego przykładem jest otwierający ekspozycję obraz „Reytan – Upadek Polski”. Ten mocny akord na wstępie wystawy przechodzi w zgrabną kompozycję podzieloną na działy tematyczne.

Ich tytuły tworzą niechronologiczną osnowę kuratorskiej opowieści: Interregnum (Bezkrólewie), Mitologia narodowa, Napoleon i Polska, Paul Delaroche a polskie malarstwo historyczne, Dramat teraźniejszości, Wspólnota i różnorodność, Ludowe korzenie, Dom jako ostoja polskości, Odkrywanie pejzażu, Młoda Polska. Tak zaplanowana kolejność, niczym części antycznej tragedii, prowadzi wrażliwego widza od rozpaczy do nadziei. W wielu dziełach możemy dostrzec gesty rozpaczy i bezradności w obliczu nieszczęść spadających na przedstawione postaci. Twarze ukryte w dłoniach lub blade i zastygłe w grymasie przerażenia, to znaki rozpoznawcze wielu twórców tego okresu. Na wystawie nie zabrakło dzieł o tajemniczym i niejednoznacznym przesłaniu, których interpretacje są wyzwaniem także dla specjalistów. Twórcom wystawy udało się powściągnąć własne ambicje interpretacyjne, ale do nich zdecydowanie widzów zachęcają służąc w katalogowych opisach delikatną podpowiedzią.

Pomimo ożywionych kontaktów artystycznych i odbytym studiom w Paryżu, Wiedniu, Monachium, Sankt Petersburgu, polscy artyści potrafili stworzyć własny język artystycznego wyrazu. W sztuce, podobnie jak w przypadku dobrego wina, ważna jest zarówno burzliwa fermentacja, jak również odpowiednio długi okres dojrzewania.

Obraz zamykający wystawę (Zbigniew Pronaszko, W sadzie, ok. 1910) budzi niepokój pomimo zrównoważonej kompozycji. Dominuje w nim nastrój oczekiwania, który udziela się widzom. Dziecięcy grymas twarzy dziewczynki, mrużącej oczy przed światłem, jest niezwykłą i budzącą nadzieję puentą wystawy.

Nieoczekiwane skutki pandemii

Prawdopodobnie wszyscy dostrzegamy, że pandemia COVID-19 z rozmachem zmienia otaczający nas świat i to praktycznie w każdej dziedzinie. Inaczej pracujemy, uczymy się, robimy zakupy, komunikujemy się pomiędzy sobą. Najgłębsze zmiany generuje cyfrowa transformacja, która dzięki obostrzeniom sanitarnym uległa niewyobrażalnemu dotychczas przyśpieszeniu. Błyskawicznie trzeba było dostosować do tych wyzwań łączące nas i nasze urządzenia, sieci oraz platformy współpracy. Nielimitowany dostęp do Internetu naszych telefonów oraz zainstalowane na nich aplikacje GetResponse, Skype, Teams, Meet, Zoom itp. są już standardem. Dotyczy to wszystkich użytkowników telefonów, poczynając od uczniów szkół podstawowych, a na seniorach kończąc. Ta infrastruktura teleinformatyczna pozwala nam na zdalną naukę, pracę, zakupy w sklepach internetowych i śledzenie wysłanych do nas przesyłek. Pozwala także na śledzenie na bieżąco sytuacji politycznej w kraju, przebiegu demonstracji ulicznych w polskich miastach, losów zatrzymanych oraz kroki podejmowane przez strony konfliktu, także te skrzętnie skrywane przez władzę i „zasypywane” przekazem w kontrolowanych przez nią kanałach. Ale przygotowanie się na pełną wyzwań przyszłość wymaga czegoś więcej niż tylko solidnych sieci i informatycznych platform współpracy. Instytucje, także instytucje kultury, muszą wyciągnąć wnioski z pandemii i wykorzystać je, aby rozwijać się w nowy, innowacyjny sposób, dostosowywać swoją kulturę organizacyjną, strukturę i model przywództwa. Dlaczego? Ponieważ nie ma powrotu do dawnych czasów.

Trafne zdaje się porównanie aktualnej sytuacji do gumy, która rozciągnięta poza jej granice elastyczności, już nie powróci do swojego pierwotnego kształtu. Jej odkształcenie jest już trwałe.

Muzeum Narodowe w Warszawie trafnie odczytało zachodzące zmiany. Zamknięte na głucho wraz z nowymi atrakcjami (mam na myśli nie tylko opisywaną wystawę, lecz również nowe aranżacje ekspozycji stałych), udostępniło wirtualną ekspozycję, a także nagrania opisów dzieł z audio przewodników. Wykłady towarzyszące wystawie zaplanowano z wykorzystaniem platform internetowych. Już po otwarciu rozszerzono bezpłatny wstęp, a także uruchomiono sprzedaż katalogu wystawy „Polska. Siła obrazu”.

Wystawę od 14 marca można osobiście oglądać w Muzeum Narodowym w Poznaniu, a na stronie internetowej Muzeum Narodowego w Warszawie – o każdej porze dnia i nocy. Zwiedzanie wirtualne wystawy jest dostępne pod adresem: http://polskasilaobrazu.mnw.art.pl/
Nagrań opisów dzieł z audio przewodników można posłuchać pod tym adresem:
https://www.mnw.art.pl/multimedia/audioprzewodniki/polska-sila-obrazu/


fot. do góry:
Wystawa Polska. Siła obrazu (fragment ekspozycji), fot. materiały prasowe Muzeum Narodowego w Warszawie.
Jacek Malczewski, Melancholia, 1890–1894, olej na płótnie, 139.5 x 240, fot. Sławomir Obst.
Jacek Malczewski, W tumanie, 1893-1894, olej na płótnie, 78 x 150, fot. Sławomir Obst.
Leon Wyczółkowski, Stańczyk, 1898, olej na płótnie, 99 x 139, fot. Paweł Czernicki.
Zbigniew Pronaszko, W sadzie, ok. 1910, olej na płótnie, 120.5 x 132, fot. Piotr Ligier.
„Nasze Czasopismo” nr 03/2021